Grając w drugiej lidze tak dla Cracovii jak i Ruchu Chorzów należał do wyróżniających się piłkarzy. Imponował zaangażowaniem i walką. Dziś jest ostoją defensywy Kmity Zabierzów.
Marcin Makuch liczy jednak na to, że nadejdzie chwila, gdy znów zagra w ekstraklasie i udowodni, że przedwcześnie skreślono go zwłaszcza w Chorzowie.
- Najbliższy rok spędzę w zespole Kmity. Powalczymy o utrzymanie w nowej pierwszej lidze. Dla mnie to całe nazewnictwo nie ma znaczenia. Dalej jesteśmy drugą klasą rozgrywkową, zapleczem najlepszych. Do zepołu dołączył Dariusz Zawadzki i Hubert Kościukiewicz. Czas pokaże, czy będą wzmocnieniami. Na pewno potrafią grać w piłkę. Nas wszystkich zweryfikuje jednak tylko i wyłącznie liga. Było mi bardzo żal rozstawać się z Ruchem. Ja tego nie chciałem. Trener Radolsky postanowił sobie, że będzie stawiał na innych i musiałem odejść. To specyfika tego zawodu. Miłe wspomnienia pozostaną na zawsze. Z tamtym zespołem wywalczyliśmy ekstraklasę, Dopóki trenerem był Marek Wleciałowski potrafiłem sobie wywalczyć miejsce na prawej obronie "niebieskich". U Radolsky'ego nie miałem nawet szansy spróbować - podsumował popularny "Maki".