Łukasz Janoszka (napastnik Ruchu):
- Ten mecz dał nam sporo radości. Awansowaliśmy już do ekstraklasy, a pozostałe drużyny z czołówki potraciły punkty. Przy trzeciej bramce uderzyłem zza obrońcy po krótkim rogu, akurat bramkarz był zasłonięty i … wpadło. Przy drugiej bramce był gol samobójczy. Obrońca sam wepchnął piłkę do siatki, ale na pewno mu w tym pomogłem. Dlatego jeżeli ktoś chce, to można ją mi zapisać (śmiech). Dzisiaj jest dzień matki, dlatego bramki chciałem zadedykować swojej mamie. (rob)
Piotr Ćwielong (napastnik Ruchu):
- Bardziej cieszyliśmy się z tego meczu, jak ze Stalą. Sam mecz nie zaczął się jednak po naszej myśli, bo Unia strzeliła zaraz na początku bramkę. W miarę upływu czasu zaczęliśmy grać swoje, co w końcowym rozrachunku przyniosło nam zwycięstwo. Cieszę się, że wszedłem na plac gry razem z Łukaszem Janoszką. Razem się kolegujemy, dobrze się rozumiemy i to widać na boisku.
Ze zgrupowania kadry wracam 7 czerwca i mam nadzieję, że dane mi będzie rozegrać ostatni mecz w II lidze, przeciw Podbeskidziu. Czy będzie to moje pożegnalne spotkanie? Ciężko mi w tej chwili odpowiedzieć. Na razie mój telefon milczy. (rob)
Michał Pulkowski (pomocnik Ruchu):
- Koledzy śpiewali dziś po meczu w szatni „Śpiewają miasta, śpiewają wioski, najlepszy piłkarz – Michał Pulkowski”. Skąd się to wzięło? Podczas powrotu ze Stalowej Woli śpiewaliśmy dużo piosenek. Ta była jedną z nich i jakoś tak zostało. Oczywiście jest to związane z awansem, bo daje nam to wiele radości. Dzisiaj cieszyliśmy się z naszymi kibicami ze zwycięstwa, bo w poprzednim spotkaniu czuliśmy spory niedosyt. (rob)
Wojciech Grzyb (obrońca Ruchu):
- Okazało się, że chłopaki z Janikowa potrafią grać w piłkę. My nie wiedzieć, czemu zaczęliśmy grać nerwowo i straciliśmy bramkę, ale jeszcze w pierwszej połowie udało się wyrównać. W drugiej wyszła nasza wyższość i skończyło się na trzech bramkach, lecz mogło być więcej. Jesteśmy liderem i świeżo upieczonym pierwszoligowcem. (neo)
Marek Kubisz (pomocnik Unii):
- W pierwszej połowie było nieźle. Objęliśmy nawet prowadzenie, ale to już taka nasza wizytówka, że tracimy bramki. Trener uczulał nas na grę Ruchu skrzydłami, a tymczasem wszystkie bramki padły z dośrodkowania. W każdym meczu gramy o zwycięstwo i nie jest powiedziane, że na Jagiellonii nie wygramy. Tutaj było blisko. Po zdobyciu bramki przez Ruch było widać różnicę klas. „Niebiescy” już są w pierwszej lidze, grają swobodnie. My gramy o życie. Serdecznie gratuluję Ruchowi awansu do ekstraklasy. (rob)