Jeszcze do wczoraj wszyscy pamiętaliśmy dotkliwą porażkę Ruchu z rundy wiosennej, kiedy skazywana na pożarcie Unia Janikowo rozgromiła „Niebieskich” aż 4:0. Sobotni mecz miał być wielkim rewanżem. Świeżo upieczeni pierwszoligowcy z Chorzowa nie rozpoczęli jednak dobrze tego spotkania, wyróżniając się głównie zafarbowanymi na barwy klubowe fryzurami.
Już w 5 minucie po dobrze wykonanym rzucie rożnym, niespodziewanie bramkę zdobyli podopieczni trenera Wiśniewskiego. Świetną główką popisał się lewy obrońca z Janikowa – Tomasz Warczachowski. Przy interwencji nie bez winy zachował się Robert Mioduszewski. Kolejne minuty to przewaga zespołu z Chorzowa, która jednak nie została udokumentowana. Zbyt wiele było niedokładności oraz…spalonych. Najaktywniejszy w ofensywnych poczynaniach Ruchu był Tomasz Sokołowski, który dwoił się i troił na połowie gości. W 28 minucie kibicom miejscowej drużyny ponownie zadrżały serca, gdyż w świetnej sytuacji znalazł się prawy pomocnik Janikowa – Damian Staniszewski. Tylko cud sprawił, że były piłkarz Hydrobudowy Bydgoszcz nie trafił w bramkę. Obraz gry zmienił się w 36 minucie spotkania. Podopieczni Marka Wleciałowskiego zdołali wyrównać! Wojciech Grzyb w swoim stylu pięknie zacentrował w pole karne gości i swojego pierwszego gola w rundzie wiosennej zdobył Przemysław Łudziński. Do końca pierwszej odsłony nic godnego uwagi już się nie wydarzyło.
- Dziś nie najważniejszy jest wynik spotkania, dziś trzeba myśleć o tym, co należy zrobić w przyszłości. Ruch awansował do Orange Ekstraklasy i należy się już przygotowywać do kolejnego sezonu. Trochę do zrobienia jest, więc im wcześniej zaczną się prace tym lepiej. Mam jednak nadzieję, że Niebiescy dziś wygrają – opowiadał w przerwie Dariusz Gęsior.
Większym optymistą, co do końcowego rezultatu spotkania okazał się Marcin Molek.
- Pierwszej połowy meczu nie widziałem, gdyż z rezerwami walczyliśmy o awans, co zresztą nam się udało. Jest 1:1, ale obstawiam, że zaaplikujemy gościom jeszcze co najmniej dwie bramk – stwierdził drugi trener zespołu rezerw.
Były pomocnik Ruchu Chorzów okazał się dobrym typerem, gdyż właśnie w drugiej odsłonie spotkania gospodarze zagrali tak, jak na ligowców przystało. Swoje wysokie umiejętności po raz kolejny udowodnił Łukasz Janoszka. W 56 minucie trener Wleciałowski wprowadził na boisko duet napastników. Łudzińskiego i Mikulenas zastąpili Ćwielong oraz właśnie Janoszka. 9 minut później „Ecik” wyprowadził „Niebieskich” na prowadzenie. Tym samym udowodnił, że jest w wysokiej formie i na turnieju młodzieżowych reprezentacji w Jordanii może okazać się prawdziwym objawieniem.
W ostatnich dwóch kwadransach gry piłkarze z Janikowa praktycznie „nie powąchali piłki”. Ruch nacierał na bramkę Michała Wróbla, jednak bez efektów (strzelali m.in. Ćwielong i Domżalski). Ostatni akord w tym meczu również należał do Janoszki. Strzelił swojego drugiego gola, o którym można powiedzieć „stadiony świata”. Z około 16 metrów zdecydował się na strzał, swoją lewą nogą. Lecąca z dużą prędkością piłka nabrała rotacji i wpadła w długi róg bramki rywali. Duma nie schodziła również z ojca Łukasza – popularnego Mariana – obserwującego popis swojego syna. - On będzie jeszcze lepszy niż tata” – stwierdził krótko Alojzy Łysko.
Chciałoby się powiedzieć, koniec wieńczy dzieło, rewanż udany, ale aby z sprawiedliwości stała się zadość, należy udowodnić swoją wartość w dwóch ostatnich meczach tego sezonu – na wyjeździe z Lechią Gdańsk oraz u siebie z Podbeskidziem Bielsko-Biała, które to zakończy się wielką fetą z niespodziankami. Jakimi? Przekonamy się 9 czerwca...
Ruch Chorzów 3:1 (1:1) Unia Janikowo
Bramki: Łudziński 36', Janoszka 64', Janoszka 90' - Warczachowski 5'
Składy:
Ruch: Mioduszewski - Grzyb, Klaczka, Adamski, Nykiel - Jakubowski (86' Domżalski), Baran, Pulkowski, Sokołowski - Mikulenas (56' Ćwielong), Łudziński (56' Janoszka).
Unia: Wróbel - Pawlak (63' Szeremet), Ciesielski, Mrvaljević, Warczachowski - Staniszewski (59' Rasić), Bekas, Mysiak, Wilk (85' Młodzieniak) - Kubisz, Nowosielski.
Sędzia: Włodzimierz Bartos (Łódzki ZPN)
Widzów: 6.000