Czołowy snajper "Niebieskich" mógł po raz kolejny w tym sezonie trafić do siatki i zmienić losy spotkania. Ale Arkadiusz Piech dobrze meczu z Lechią wspominać nie będzie.
Napastnik od pierwszych minut gry przeciwko gdańszczanom w swoim stylu starał się rozerwać defensywę rywala. Ciężko pracował - strzelał, podawał i biegał za dwóch. W 30 minucie po błędzie Sergeja Kożansa znalazł się w wymarzonej sytuacji, by pokonać bramkarza Lechii. Uderzył jednak zbyt lekko i Wojciech Pawłowski nie miał większego kłopotu ze złapaniem piłki. - Ta sytuacja cały czas siedzi mi w głowie. Miałem kilka możliwości, mogłem zrobić wszystko - przyjąć, podprowadzić, a przede wszystkim lepiej uderzyć. Bramkarz już się kładł - wzdycha Piech. - Wyszło, jak wyszło. Gdybym trafił, otworzylibyśmy wynik i mecz lepiej by się ułożył. Pewnie byśmy nie przegrali.
Filar chorzowskiej ekipy zapewnia, że zaledwie czterodniowa przerwa przed kolejnym meczem ligowym (w piątek w Bełchatowie z GKS-em) nie stanowi dla drużyny problemu. - Mamy te kilka dni na zebranie sił i wszyscy powinni odpocząć - zapewnia Piech. We wtorek Ruch odbył jeden, popołudniowy trening. Tradycyjnie gracze, którzy mieli "w nogach" więcej niż 45 minut, ograniczyli się do rozruchu, reszta zawodników miała normalne zajęcia.
W meczu z GKS-em chorzowianie będą musieli radzić sobie bez swojego kapitana, Rafała Grodzickiego. "Grodek" w Gdańsku ujrzał swoją 4 żółtą kartkę w sezonie. - Nikt specjalnie tego nie rozpamiętuje. Szkoda, że Rafał nie zagra bo to nasz silny punkt, kapitan. Ale przynajmniej "wyczyścił" się na nową rundę - zaznacza Piech.
źródło: Niebiescy.pl