Marek Zieńczuk, skrzydłowy "Niebieskich" w ostatnich meczach gra jak za najlepszych lat w Wiśle Kraków. W meczu z ŁKS-em zaliczył asysty przy bramkach Piotra Stawarczyka i Rafała Grodzickiego.
Zieńczuk dwa raz dograł piłki na głowy kolegów z rzutów rożnych. - Mimo swoich lat często zostaję po treningu, aby ćwiczyć wykonywanie rzutów wolnych czy rożnych. Jak widać, jeszcze bramki nie strzeliłem, choć jestem coraz bliżej szczęścia - mówi 33-letni Zieńczuk, który w spotkaniu z ŁKS-em trafił w poprzeczkę.
Doświadczony piłkarz przypomina, że na Cichej odbudował swoją formę po kontuzji. - Po ciężkim urazie nikomu nie jest łatwo dojść do formy. Niektórym zajmuje to pół roku, innym rok, a jeszcze inni już nigdy nie grają na takich obrotach, jak wcześniej. Mnie obecnie potrzebne są przede wszystkim mecze. Niedawno dostałem szansę i chyba ją wykorzystałem. Mam nadzieję, że nadal będę się cieszył zaufaniem trenera - podkreśla piłkarz.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice