Franciszek Smuda wybierał się na mecz do Chorzowa, czekała nawet na niego wjazdówka na stadion. Ostatecznie nasz selekcjoner zrezygnował z przyjazdu na Cichą, wybierając tego dnia odwiedziny na grobach bliskich. Ten fakt nieco zmartwił Macieja Sadloka, który liczył na obecność selekcjonera na trybunach. "Sadloczek" jest bowiem w dobrej formie, a w poniedziałek zagrał na stoperze takie spotkanie, które upoważniłoby jego powołanie do kadry - czytamy w dzienniku "Sport".