Dotychczas chorzowianie cztery razy wygrywali w lidze na stadionie Górnika. Za każdym razem 2:1. Jak szło im w następnych meczach?
W latach 80. "Niebiescy" kontynuowali zwycięską passę. W sierpniu 1983 roku w następnej drugiej kolejce pokonali u siebie ŁKS 2:1. Tym sposobem mieli dwa zwycięstwa na początku rozgrywek, ale nie zostali liderami, bo lepszy bilans bramkowy miały Widzew, Lech i Pogoń. Na zakończenie rozgrywek Ruch zajął siódme miejsce, a Górnik - mimo porażki u siebie z "Niebieskimi" - czwarte,
Zupełnie inaczej było sześć lat później. W czerwcu 1989 roku miało miejsce najsłynniejsze 2:1 Ruchu w Zabrzu. Ten mecz praktycznie zdecydował, że "Niebiescy" po dziesięcioletniej przerwie znów zdobyli mistrzostwo, w dodatku kosztem wielkiego rywala. W kolejnym spotkaniu Ruch nie mógł zmarnować wielkiej szansy. Na trzy kolejki przed końcem, w obecności 20 tysięcy widzów Ruch pokonał Olimpię Poznań 2:1. Zwycięskiego gola 13 minut przed końcem zdobył z rzutu karnego niezawodny Krzysztof Warzycha.
Gorzej poszło chorzowianom w 2000 roku. Po słynnym zwycięstwie (bramki Mariusza Śrutwy i Sławomira Palucha), kiedy w trakcie meczu doszło do przepychanek z arbitrem ("krety ryły w ziemi"), Ruch w następnej kolejce przegrał u siebie z Zagłębiem Lubin 0:2, a Krzysztof Bizacki nie wykorzystał rzutu karnego. W tamtym sezonie chorzowianie na koniec rozgrywek zajęli trzecie miejsce i zagrali w pucharach, a Górnik - ledwie uratował się przed spadkiem (czternaste miejsce).
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice