Kilka miesięcy temu wszystko wskazywało na to, że ten zawodnik Ruchu już na wiosnę będzie grał w ekstraklasie. Po tym, jak w przerwie zimowej trener Wleciałowski zdecydował, iż lepiej będzie, jeżeli poszuka sobie innego klubu, po
Tomasza Balula zgłosił się Górnik Zabrze. Działacze obu klubów doszli do porozumienia i za kwotę 10.000 złotych na rok wypożyczono go do Górnika. Początkowo wszystko rysowało się w jak najlepszych kolorach. Zawodnik odbył z nową drużyną dwa obozy, a trener pochlebnie wypowiadał się na jego temat.
Niestety, nie trwało to zbyt długo. Na Roosevelta tuż przed rozpoczęciem rundy zmieniły się władze, a "Balu" w ciągu kilku dni stał się niepotrzebnym zawodnikiem. Trener Podedworny, na jednym z treningów poinformował wychowanka "Niebieskich", że na kolejne zajęcia ma udać się do... B-klasowego zespołu rezerw!
-Dlaczego?
- Myślę, że trener Górnika w tej kwestii nie miał tutaj zbyt wiele do powiedzenia. Chodzi o prezesa Szustera. Nie chcę się na ten temat wypowiadać.
- Gdy doszło do zmiany na stanowisku prezesa, to myślałeś, że tak to się skończy? Zanosiło się na to?
- Nie. Na obozie w Turcji było wszystko dobrze. Trzy dni po przyjeździe nagle okazało się, że trener mnie nie widzi w składzie. Decyzja zapadła u góry, a trener tą decyzję podtrzymał.
- Niełatwo się z taką decyzją pogodzić.
- Oczywiście! Byłem na dwóch obozach. Słyszałem, jak mówiono, że fajnie się prezentuję na boisku, a tymczasem po kilku dniach takie coś mi zrobiono. To było na tydzień przed zamknięciem okienka transferowego! Nie mogłem już sobie poszukać innego klubu!
- Jak zareagował na tą decyzję twój menedżer?
- Myślę, że Tomkowi Kaczmarczykowi ciężko już było cokolwiek zrobić w tym momencie. Wszystkie zespoły miały już zamknięte kadry i nie można było nic zdziałać. Stwierdziliśmy, że nie ma sensu na siłę szukać czegokolwiek. Po prostu zostanę w Górniku na te pół roku i zobaczymy, co się wydarzy.
- I co dalej?
- Kontrakt mam podpisany do grudnia, ale w czerwcu na pewno odejdę z Górnika. Nie zostanę tam dłużej.
- Jest możliwość, że wrócisz do Ruchu?
- Jest, ale bardzo minimalna. Jeśli bym grał w pierwszym zespole Górnika, to można by na to optymistycznie spojrzeć. Niestety, jest jak jest. Ruch awansuje do pierwszej ligi, a ja nie chcę tej drużyny osłabiać.
- Jaka była reakcja działaczy Ruchu na to całe zamieszanie?
- Działacze z Chorzowa byli zaskoczeni takim przebiegiem sprawy. Nic jednak nie mogli poradzić, bo to były decyzje Górnika. Czekaliśmy wspólnie na to, jak to się rozwinie.
- Jesteś w kontakcie z innymi klubami?
- Tak, mam propozycje z drugiej ligi. Będziemy rozmawiać. Najbliższe dwa tygodnie pokażą, co się uda załatwić.
- Rezerwy Górnika grają w B-klasie. Dla ciebie to zapewne wielki krok w tył?
- Niestety tak. Pod względem sportowym nie robię żadnych postępów. Stoję w miejscu, a nawet się cofam. Bo jak to inaczej określić, skoro jest w tej drużynie pięciu gości, którzy mają pojęcie o piłce, a reszta jest dobrana z ulicy. Nikt w Górniku nie zwraca uwagi na tą drużynę. Ale kontrakty są podpisane, więc trzeba grać.
Z drugiej strony pół roku to nie jest tak długi okres, by stracić aż tyle pod względem sportowym. Miałem już rok kontuzję i powróciłem do piłki. Mam nadzieję, że teraz też nie zapomnę jak gra się na wyższym poziomie.