Czy ochrona może pomylić obiekt sportowy, i zamiast na stadion Górnika Zabrze przyjechać na mecz do Chorzowa? Patrząc na wczorajszą reakcję ochroniarzy przed zakończeniem meczu, wydaje się to całkiem możliwe!
Piłkarze Ruchu Chorzów już od kilku miesięcy przodują w drugoligowej tabeli. W sobotę wygrali kolejny mecz i już niebawem zagwarantują sobie awans do ekstraklasy. Niestety, podczas spotkania z Kmitą można jednak było odnieść wrażenie, że jest inaczej.
Uzbrojeni po zęby ochroniarze przed końcowym gwizdkiem sędziego ustawili się w dwóch rzędach przy... ławce rezerwowych drużyny Ruchu oraz wzdłuż trybuny głównej. Swoją dzielną postawą na szczęście nie doprowadzili do zlinczowania piłkarzy. Zapomnieli jednak w tym wszystkim o jednym! Tego dnia pracowali jednak na stadionie "Niebieskich", gdzie - w przeciwieństwie do wspomnianego rywala zza miedzy – drużyna odnosi sukcesy, a kibice nie wyzywają co mecz zawodników. Czy taki pokaz siły jest więc uzasadniony? Śmiemy w to wątpić...
Od dłuższego czasu obrywa się także dziennikarzom. Możliwość porozmawiania z zawodnikami po meczu jest bardzo utrudniona, gdyż ochroniarze nie pozwalają im podejść do piłkarzy i poprosić o wywiad. Mało tego! Czasami, nawet jeśli uda się poprosić piłkarza o wypowiedź, to i tak może on jeszcze nie zostać przepuszczony przez "stróżów porządku".
Co nam pozostaje? Pozostaje nam wierzyć w to, że wkrótce te chore zasady zostaną zmienione. Bo przecież nie tak mają wyglądać "zasady bezpieczeństwa" na stadionie.