Piłkarze Ruchu po meczu z Wisłą mogli zgłaszać pretensje do... losu. W samej końcówce spotkania piłka na nierówności boiska podskoczyła Markowi Zieńczukowi, co uniemożliwiło oddanie strzału. Z trawą jednak trudno polemizować, więc "Niebiescy" zgłosili uwagi do arbitra z Bydgoszczy, Adama Lyczmańskiego, który ich zdaniem, mylił się głównie na korzyść rywali, a przy straconym golu wręcz... maczał palce.
- Był faul przy bocznej linii boiska. Sędzia powiedział Gaborowi Strace i Marcinowi Malinowskiemu, że gramy "na gwizdek". Zostawiliśmy więc piłkę gospodarzom, tymczasem "Wiślacy" szybko ją rozegrali i z tej akcji wziął się rzut rożny, po którym straciliśmy decydującą bramkę. O to po zakończonym meczu mieliśmy największe pretensje do sędziego - mówi obrońca Marek Szyndrowski, który na Reymonta odniósł kontuzję.
- Po starciu z Meliksonem podkręciłem kostkę. Już w pierwszej połowie sygnalizowałem zmianę, ale jakoś dotrwałem do końca. W przerwie "maser" dał mi silne środki przeciwbólowe. One plus adrenalina sprawiły, że zapomniałem o kontuzji, ale po meczu kostka bardzo mu spuchła. W poniedziałek krwiak się mocno wylał, co sygnalizuje, że może jednak nie będzie aż tak źle i na sobotni mecz z Widzewem będę do dyspozycji trenera - wyjaśnia "Skuter".
źródło: Sport / Niebiescy.pl