Przed kilkoma dniami zakończył się międzynarodowy turniej towarzyski Slovakia Cup. Zagrało w nim osiem reprezentacji do lat 18. Wśród nich także Polska, w składzie, której pojawił się Bartłomiej Babiarz. Mimo, że drużyna naszego kraju spisała się bardzo słabo, to jednak popularny "Babi" nie ma się czego wstydzić. Wystąpił w dwóch meczach (w pełnym wymiarze czasowym), asystując przy jednej z bramek w wygranym meczu z Albanią (Polska wygrała to spotkanie 3:0 - przyp. red).
- Jak wrażenia po powrocie z turnieju?
- Na pewno duży niedosyt. Mogliśmy spokojnie zagrać w finale i walczyć o wygraną w zawodach. Niestety nie wyszliśmy nawet z grupy.
- Jak trener zareagował na Waszą słabą grę?
- Gra nie była słaba. W każdym meczu, w pierwszych połowach mieliśmy po 3, 4 stuprocentowe sytuacje, które powinniśmy wykorzystać. Stało się jednak inaczej i w końcu się to na nas zemściło. Można rzec, że gra była lepsza niż wyniki...
- Czyżby w składzie przeciwników pojawiły się jakieś wielkie, młode talenty?
- Powiem szczerze, że z Chorwacji to nikogo nie kojarzyłem. Tak samo jak w Albanii, co chyba akurat jest zrozumiałe. W kadrze Słowacji grał za to chłopak, występujący na co dzień w Chelsea.
- Z perspektywy boiska, z kim Ci się najlepiej grało?
- Ogólnie, to z wszystkimi, gdyż znamy się i trenujemy już dłuższy czas.
- Czyli w przyszłym roku "zmiana szyldu" i "jedziemy dalej"?
- No może nie całkiem. Roszady w składzie są, ale trzon zespołu już się wykrystalizował.
- Jak prezentują się młodzi reprezentanci Polski, grający zagranicą?
- Racja, trenują z nami zawodnicy grający w innych krajach. Teraz przyjechał z Birmingham City bramkarz Artur Krysiak oraz jeden z MSV Duisburg. Nie dojechał niestety Siebert z FC Metz. Ci grający w Niemczech i Francji nigdy nie grali w Polsce. Widać u nich inny styl. Mówią jednak po polsku, grają też dobrze, więc nie ma co narzekać.