- Nie zawracam sobie tym głowy - tak o zainteresowaniu swoją osobą przez Franciszka Smudę mówi
Igor Lewczuk. Obrońca, który dołączył do składu "Niebieskich" przed rozpoczęciem sezonu, powoli wyrasta na "jedynkę" prawej obrony Ruchu. Lewczuk studzi jednak optymizm i stara się trzeźwo spoglądać w przyszłość.
Jak to zrobiłeś, że w tak krótkim czasie dobrze wkomponowałeś się w zespół i od razu wywalczyłeś miejsce w podstawowym składzie? Jeśli dodamy do tego zainteresowanie Smudy, to wyjdzie nam naprawdę spore osiągnięcie.
Igor Lewczuk: - Przede wszystkim staram się mocno trenować i twardo stąpać po ziemi. Nie zaprzątam sobie głowy spekulacjami na temat mojego powołania do kadry narodowej. Przecież nie mogę przez to spocząć na laurach i przestać się rozwijać tylko dlatego, że ktoś, kiedyś zauważył moją dobrą grę. To jeszcze o niczym nie świadczy. Najważniejsze, żeby dopisywało zdrowie. Kiedy ono jest, jest wszystko.
Twoim marzeniem nie jest gra z orłem na piersi np. podczas EURO 2012?
- Jest tak samo dla mnie ważna, jak dla innych 300 profesjonalnych polskich piłkarzy. Każdy to sobie wyobraża. Lecz musimy ciężko pracować, by to mogło się stać.
Nie uważasz, że takie mecze jak ten we Wronkach raczej nie zbliżają cię do kadry?
- Pewnie tak, choć nie do końca. Na pewno był to dziwny mecz, bo "przeszliśmy" obok niego. Wszystko było jakby na odwrót, nie tak, jak to sobie założyliśmy. Mieliśmy być silni, byliśmy słabi. Nasza gra miała być ciekawsza, nie była. Przegraliśmy wysoko, choć tak naprawdę powinno to wszystko wyglądać inaczej. Początek przecież na to wskazywał.
Czyli miłe złego początki? Co było przyczyną porażki?
- Przede wszystkim byliśmy św. Mikołajem dla Lecha. Rozdaliśmy im sporo prezentów. Każdy chciał zagrać lepiej, ale nie wyszło. Podobno jedna bramka padła ze spalonego, ale sędzia uznał inaczej. Nie możemy tego rozgrzebywać, bo sędzia postanowił tak, a nie inaczej. Musimy skupić się na kolejnych meczach.
Jutro losowanie par Pucharu Polski. Pewnie Ruch trafi na teoretycznie słabszy zespół, który powinien ograć bez problemu. Masz osobistego faworyta, na którego chciałbyś trafić?
- Nie możemy mówić, że ktoś dlatego, że jest słabszy na papierze, nie ma z nami szans. Wiele drużyn, które jechało gdzieś "na pewniaka", odpadało z kretesem. Tak, jak w zeszłym roku Wisła Kraków, czy parę lat wstecz Legia Warszawa, która miała problemy ze Stalą Sanok. Wszyscy chcą wygrywać, a zawodnicy z niższych lig szczególnie. Dlatego łatwo o niespodziankę.
Przed nami mecz z Jagiellonią. Dlaczego zdecydowałeś się na Ruch, a nie właśnie na "Jagę"?
- Chciałem przede wszystkim dużo grać. W Piaście grałem w pierwszej lidze, ale to za mało. U trenera Probierza nie miałbym za bardzo szans na podstawową jedenastkę. W przeszłości przez pewien czas udawało mi się być w składzie meczowym, ale później z niego wypadłem. Tylko częsta gra może mnie jeszcze bardziej rozwinąć i pomóc w wybiciu się na szczyty piłkarskich marzeń. Ruch mi tę szansę daje.
Na Śląsku według ciebie jest dobry klimat dla futbolu?
- Tak, oczywiście. Jest tu sporo klubów, ale jeszcze większa mieszanka kibiców. Wzmacnia to bardzo rywalizację, co w sporcie jest najważniejsze.
A jacy według ciebie są kibice Ruchu? Pomimo najwyższej klasy rozgrywkowej, frekwencja na stadionie jest niska.
- Wydaje mi się, że to wina wakacji. Sporo osób wyjeżdża, część wraca. Różnie to wtedy bywa. Uważam, że i tak nie jest najgorzej w porównaniu z innymi klubami. Na stadionie jest dobra atmosfera, fani głośno dopingują. W Kielcach czuliśmy się jak w domu. Przyjechało ich ok. 700 i fantastycznie dopingowali. Podziwiam tych chłopaków za to, że jadą za nami tyle kilometrów, a później muszą jeszcze wrócić. Czasami w nocy, to spore poświęcenie, które bardzo doceniam. Należą im się szczere brawa za to, co robią.
Wokół czego, oprócz piłki nożnej, "kręci się" twoje życie?
- Przede wszystkim zajmuję się moim małym dzieckiem. Gdy jestem w domu, staram się jak najczęściej pomagać przy nim żonie. Dlatego, że mam mało czasu, moje pasje są bardzo ograniczone. Kiedy znajdę chwilę, to chętnie korzystam z internetu. To moje ulubione zajęcie.
Rozmawiał: Luki (Niebiescy.pl)