Marek Zieńczuk (pomocnik Ruchu):
- Pierwsza bramka miała duży wpływ na przebieg spotkania, bo Lech do tego momentu nie zagroził nam jakoś poważnie. Później był na fali, grał przed własną publicznością, strzelił drugiego gola i może nie było "pozamiatane", ale wiadomo, że strasznie ciężko gra się przeciwko takiemu rywalowi. Myślę jednak, że jeśli nie stracilibyśmy bramki na początku drugiej połowy, to przy naszym strzelonym golu mogłoby się to później różnie potoczyć. Zagraliśmy jednak zbyt bojaźliwie i sytuacji było jak na lekarstwo.
Przed meczem szczególnie zależało nam na uważnej grze w obronie. Chcieliśmy też poszukać szans w kontratakach. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna, bo bramki Lecha ustawiły to spotkanie.
Nie wiem, czy Rudnevs to obecnie najlepszy napastnik w polskiej ekstraklasie, ale na pewno jest najskuteczniejszy. Znajduje się w znakomitej formie. Wykorzystał dziś swoje sytuacje. Generalnie Lech mógł spokojnie strzelić jeszcze jednego gola. Czasami dawaliśmy prezenty przeciwnikom i trzeba się nad tym zastanowić. Musimy być bardziej skoncentrowani. Tracimy takie gole, których można uniknąć. (neo)
Sebastian Olszar (napastnik Ruchu):
- Dzisiejszego meczu nie da się porównać do zeszłotygodniowego spotkania ze Śląskiem, bo o ile wtedy byliśmy prawie pewni jednego punktu, o tyle dziś raczej większych szans nie mieliśmy. Po pierwszej połowie mieliśmy jeszcze szansę, ale bardzo szybko dostaliśmy trzecią bramkę. Było już właściwie po zawodach. Po czterech meczach mamy cztery punkty i nie jest to oszałamiające osiągnięcie. Mamy jednak teraz dwa spotkania u siebie i mam nadzieję, że zdobędziemy w nich komplet punktów.
Ten sezon nie rozpoczął się po mojej myśli, ale to nie jest aż tak istotne, bo dla mnie najbardziej liczy się zespół. Ze składu wypadłem po tym, jak w jednym ze sparingów doznałem kontuzji. Nie mogłem wystąpić w trzech ostatnich sparingach przed rozpoczęciem sezonu, ale cieszę się, że teraz jestem choć trochę bliżej składu. Najważniejsze jednak, żebyśmy się zrehabilitowali i za tydzień zdobyli trzy punkty. (neo)
Wojciech Grzyb (pomocnik Ruchu):
- Trafiliśmy na świetnie dysponowanego Lecha, który bardzo dobrze rozpoczął sezon i można powiedzieć, że teraz bawi się piłką. Granie sprawia im radość. Mieliśmy szansę na zdobycie bramki honorowej. Wiele by to nie zmieniło, ale wynik wyglądałby trochę lepiej. (vlp)
Paweł Abbott (napastnik Ruchu):
- Trzeba przede wszystkim pogratulować Lechowi. Ciężko mi powiedzieć od razu po meczu, co było złe, co się nie układało. Do bramki wyglądaliśmy dobrze, ale nikt tego nie weźmie pod uwagę. Po takiej grze człowiek jest wkurzony i zdenerwowany. Po spokojnej analizie wyciągniemy z tego wnioski. Możemy mieć pretensje tylko do siebie, że tak zagraliśmy. Szkoda, że nam się to zdarzyło. Nie chciałbym nikogo obwiniać za stratę bramki, bo jesteśmy zespołem. Kiedy atakuje rywal, wtedy broni się całym zespołem. Jako napastnik, jestem pierwszym obrońcą. Wszyscy zagraliśmy słabo i nie na swoim poziomie.
Lech więcej grał piłką, przede wszystkim z tyłu. Niestety, dziś musimy pochwalić przeciwnika, że postawił nam trudne warunki, dlatego my nie byliśmy w stanie wiele zrobić. Obraźliwe byłoby, gdyby ktoś powiedział, że nie zagraliśmy ambitnie i z zaangażowaniem. Każdy z nas walczył i chciał wygrać. (luk)
Marcin Malinowski (pomocnik Ruchu):
- Największym złem na boisku chyba byliśmy my. Ale mówiąc już całkiem poważnie, to nie byliśmy dzisiaj sobą, przeszliśmy "obok" meczu. Na pewno gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Oni lepiej operowali piłką, stwarzali więcej sytuacji, a my tylko w końcówce próbowaliśmy coś zrobić, ale to już było "po herbacie". Mieliśmy zneutralizować całą linię pomocy, bo tam tkwi największa siła. No i oczywiście niesamowitego Rudnevsa, który z każdej pozycji potrafi coś strzelić.
Było kilka błędów, których się nie ustrzegliśmy. Mam tu na myśli pierwszą bramkę, którą praktycznie sami sobie strzeliliśmy. Lecz cała wina nie leży tylko po naszej stronie. Poziom polskiego sędziowania jest niski i ktoś powinien przyjrzeć się tym panom, żeby było lepiej. Staramy się wykonywać na boisku to, co do nas należy, ale może coś jest w ustawieniu, w którym gramy, bo już w meczu ze Śląskiem nie oddaliśmy ani jednego celnego strzału. Trudno o jakiś korzystny wynik, kiedy się nie atakuje. (luk)
Mateusz Możdżeń (pomocnik Lecha):
- Przepracowaliśmy w pełni, razem z nowym sztabem trenerskim, który przyszedł w połowie sezonu, okres przygotowawczy i chcemy się zrewanżować za nieudany koniec rundy wiosennej. Wyszliśmy zdeterminowani i dziś wygraliśmy. Sam się zdziwiłem kiedy przyjąłem piłkę, że nikogo koło mnie nie było. Odwróciłem się i oddałem intuicyjny strzał, bez namysłu. Piłka znalazła drogę do bramki, co bardzo cieszy. Daje nam to pewność siebie.
Ruch liczył na to, że roszady w pierwszej jedenastce spowodują, że nie będziemy aż tak dobrze grać. Myślę, że wszyscy byli skoncentrowani i zdeterminowani, by rozpocząć mecz od wysokiego pressingu, agresywnie atakując rywala. Tak, jak miało to miejsce w poprzednim meczu. Teraz widać tego efekty. Na pewno mogliśmy strzelić więcej bramek, bo przechodzimy szybko do kontrataku. Strzelamy sporo bramek, a mało tracimy. Dobrze zagrały skrzydła, z każdym meczem będzie coraz lepiej. Dobrze grało mi się dziś ze Stiliciem.
Widać postęp w mojej grze dlatego, że dużo przebywam na boisku. To główny powód. Nie strzeliłem bramki od prawie roku. Niecierpliwie na nią czekałem, bo zawsze wokół zawodnika robi się głośniej i poprawia ocenę występu. Kiedy zacząłem grać regularnie, to widać postępy. Bramka daje mi pewność siebie, ale powiększy wymagania. (luk)
źródło: Niebiescy.pl