Marek Szyndrowski w zeszłym sezonie dołączył do drużyny "Niebieskich". Dziś, dzięki swojej ambicji i zaangażowaniu, jest podstawowym graczem, choć w przeszłości wysyłany był przez kibiców do... rezerwy. - Na szczęście, takie chwile mam już za sobą, jak to mówią - było, minęło - komentuje sam zawodnik, który jest wychowankiem Ruchu Chorzów.
Zaczęło się niezbyt dobrze dla ciebie. Po meczu z Wisłą zobaczyłeś transparent, na którym kibice napisali, że widzą cię w rezerwie. Z perspektywy czasu wyszło ci to na dobre, bo pokazałeś, że masz charakter i zamiast chwalić się mediom, wziąłeś się do pracy i teraz jesteś podporą defensywy.
Marek Szyndrowski: - Na pewno nie było to na początku dla mnie mobilizujące. Przecież na Wiśle nie zagrałem najgorzej. Nie wiem, czemu gniew kibiców dotknął mnie. Nie wiem, dlaczego tak się stało. Na szczęście, takie chwile mam już za sobą, jak to mówią - było, minęło. Teraz już jest lepiej, gra mi się też inaczej. Pamiętam, że kibice mnie jakoś przepraszali, ale nie chciałbym tego rozgrzebywać. Cieszę się, że jest tu świetna atmosfera.
Czyli czujesz już wsparcie kibiców?
- Może nie aż wsparcie, ale kibice są fantastyczni. Świetnie dopingują i są mocną stroną tego klubu. Bardzo nas motywują do gry. Kiedy jest bardzo głośno, nogi same nas niosą i chce się wygrywać. W Kielcach myślałem, że gramy u siebie, bo kibice dopingowali bardzo głośno.
Mówisz o zwycięstwach. Jakie są twoje marzenia sportowe, co chciałbyś jeszcze osiągnąć, przede wszystkim z Ruchem?
- Rzeczywiście, patrząc wstecz, tych sukcesów w Chorzowie było bardzo mało. Wspominając pierwsze moje sezony w pierwszej drużynie, kiedy trenerem był Edward Lorens, Ruch zajmował wtedy trzecie miejsce w lidze. Ja byłem wtedy młodym zawodnikiem, który dopiero przebijał się do podstawowej jedenastki. Grałem wtedy końcówki, może kilka spotkań. Na pewno chciałbym wygrywać jak najwięcej. Mierzę zawsze wysoko.
Jak wysoko?
- Może jeżeli nie uda nam się w lidze, bo poziom ekstraklasy z roku na rok się podnosi, to może w Pucharze Polski? Tam zawsze Ruchowi bardzo dobrze szło. Miejmy nadzieję, że i w tym roku tak będzie.
Pamiętasz swoją ostatnią bramkę w ekstraklasie?
- (śmiech) W Ekstraklasie nigdy bramki nie strzeliłem. Tylko raz udało mi się trafić w drugiej lidze, oczywiście w Ruchu, kiedy niestety musieliśmy grać na zapleczu elity. Jakoś tak się dzieje, że piłka mnie nie szuka. Staram się próbować, strzelać, ale tej celności nie ma. Wiadomo, że jestem obrońcą, ale ci także strzelają bramki. Trudno mi powiedzieć, dlaczego tak się dzieje.
Dodatkowo nie grasz na swojej pozycji.
- Dokładnie, nie do końca jest to moja nominalna pozycja. Nie jestem zawodnikiem lewonożnym, ale jednak muszę się dostosować.
Z kim z duetu Janoszka - Zieńczuk, układa ci się lepiej współpraca?
- Nie mogę określić z kim lepiej. Raz gram z jednym, raz z drugim. Myślę, że zaczynamy się coraz lepiej rozumieć, bo nie jestem tutaj już nowym. Na Koronie też już dobrze to wyglądało, dlatego im więcej spotkań zagramy, tym będziemy lepsi.
Jak wygląda współpraca z nowymi graczami?
- Ich będziemy oceniać po jednej rundzie, ale są na dobrej drodze. Są to naprawdę w porządku piłkarze, z którymi dobrze się dogadujemy. Ale na ocenę jeszcze za wcześnie.
Powiedzmy sobie szczerze, obrona Ruchu w tym sezonie nie jest za bardzo zgrana. W Kielcach uciekaliście bardzo na boki, przez to środek zostawał pusty. Teraz jeden błąd i porażka. Dlaczego tak się dzieje?
- Niestety ostatnio tak się jakoś dzieje. Odkąd pamiętam, to obrona "Niebieskich" zawsze była monolitem. Nigdy nie traciliśmy wielu bramek, przez co lepiej grało się napastnikom, a zespół zajmował wyższe pozycje. Miejmy nadzieję, że w następnych meczach to się poprawi i nie będzie już tylu błędów. Trener nas na to uczula, a my jednak często chcemy zagrać z gorącą głową.
To prawda, że Ruch ma najlepszą atmosferę w szatni w Ekstraklasie?
- Prawda. Naprawdę czujemy się znakomicie. Myślę, że to przede wszystkim dzięki starszym zawodnikom. Grzyb, Malinowski czy Grodzicki - ci zawodnicy dbają o to, żebyśmy stanowili jedność. W jednym klubie nie byliśmy zgrani w szatni, dlatego źle to wspominam, na treningach nikomu nie chciało się bardziej pracować.
A trener Fornalik?
- To bardzo charyzmatyczna postać. Ma swoje metody szkoleniowe, które dobrze na nas wpływają. Jest trenerem bardzo konkretnym, który wie czego chce. A to sobie cenią piłkarze najbardziej.
Nie wydaje ci się, że Ruchowi brakuje "śląskiego charakteru"? Sam pochodzisz ze Świętochłowic. Taki flagowy przykład, to incydenty z Maciejem Jankowskim w roli głównej, który nie dziękuje kibicom Ruchu za doping, bo jest zdeklarowanym fanem warszawskiej Legii.
- Na pewno Maciek źle postąpił. Jest młodym zawodnikiem, dlatego brakuje mu doświadczenia i jeszcze nie wie, że kiedy jest się piłkarzem, to sprawy kibicowskie odchodzą na drugi plan. Miejmy nadzieję, że z czasem się to zmieni. Ale nie może być tak, że zabraknie chłopaków stąd. To zawsze była siła, zawsze byli tu dobrzy zawodnicy. Ich brak, mógłby w przyszłości co najmniej źle wyglądać.
A co poza piłką cię interesuje?
- Raczej mam mało czasu na jakieś pasje czy hobby. Interesuje mnie bardzo motoryzacja i raczej w tym kierunku się rozwijam. Wolny czas spędzam z dwójką cudownych dzieciaków, którzy są w takim wieku, że bardzo mnie potrzebują.
Rozmawiał: Luki (Niebiescy.pl)