Jan Makowiecki (trener ŁKS-u):
- Nasza gra defensywna legła w gruzach po kontuzji Jasińskiego. Nie mogliśmy załatać tego środka boiska i nie mogliśmy sobie pozwolić na otwarte granie. W takiej dyspozycji, w jakiej jest Ruch w obecnej chwili, musieliśmy grać z kontry. Gospodarze wyprowadzili kilka groźnych akcji i strzelili ładną bramkę. W końcówce spróbowaliśmy zaatakować. Zrodziły się z tego jakieś mało klarowne sytuacje. Poza sytuacją Strugarka nie zagroziliśmy bramce Ruchu. Dziękuję swojemu zespołowi za walkę, a Ruchowi gratuluję i życzę awansu.
Marek Wleciałowski (trener Ruchu):
- Trener ŁKS-u pokrótce opisał przebieg wydarzeń na boisku i ja zgadzam się z tym. Zespół Łomży był dobrze zorganizowany, cały czas zagęszczający strefę przed własną bramką. Stworzyliśmy sobie naprawdę wiele dobrych sytuacji. Wypada żałować, że słupki były w tym miejscu, w którym były. Mam tutaj na myśli dwa fantastyczne uderzenia Adamskiego. Trzeba odnotować, że bardzo ładną bramkę zdobył Łukasz Janoszka i tym sposobem zdobyliśmy trzy bardzo cenne punkty. Momentami graliśmy nieźle, a czasami trochę gorzej. Zdajemy sobie z tego sprawę, ale właśnie tak wyglądają te rozgrywki. Gratuluję trenerowi Makowieckiemu zwłaszcza postawy drużyny w defensywie.
Zdawałem sobie sprawę, że będzie to ciężki mecz od początku do końca i to się potwierdziło na boisku. Żal szczególnie tych stałych fragmentów. Irek uderzał precyzyjnie, ale nie wystarczająco. Szkoda, bo oglądalibyśmy dwie wspaniałe bramki. Liczę, że ten kierunek zostanie podtrzymany. Również po grze kombinacyjnej stworzyliśmy kilka sytuacji. Żal tych z końcówki spotkania. Trzeba było je wykończyć i nie pozostawić wątpliwości. 1:0 oczywiście także wystarczyło do zdobycia trzech punktów.
Łukasz Janoszka za bardzo się nie chwalił, że ma jakieś zajęcia przygotowujące i wczoraj dopiero powiedział "ja mam maturę" (śmiech). Mam nadzieję, że rano mu dobrze poszło. Wieczorem na pewno zdał egzamin.