Do Legnicy wybraliśmy się autokarem i kilkunastoma autami. Droga minęła spokojnie, lecz z małą przygodą. Autokar złapał gumę, co spowodowało opóźnienie. Na miejscu najszybciej melduje się ekipa samochodowa, a reszta dojeżdża kilkanaście minut później. Legitymowanie oraz wchodzenie na sektor mija szybko i sprawnie. W klatce jest nas łącznie około
170, w tym 7 osób z FC Deutschland. Wywiesiliśmy jedną małą fanę "19 (R) 20".
Miedź miała nałożone ograniczenie liczby widzów do 1175 osób. Wszystkie miejsca na ładnej trybunie zostały zajęte, a oprócz tego kilkadziesiąt osób spotkanie obserwowało zza płotu. Miejscowi wystawili malutki młyn, który niemal cały czas prowadził doping. Na płocie pojawiły się dwie flagi: "Lutadores Novos '04" oraz skrojone w poprzednich latach płótno Legii Warszawa "Wild West".
Na początku spotkania gospodarze machali czerwonymi, niebieskimi i zielonymi chorągiewkami. Po bramce na 1:0 "Miedzianka" odpaliła 5 rac. Nie obyło się także bez pozdrowień dla piłkarskiej centrali;) Potwierdzili tym, że kibice są zawsze razem i nie warto zamykać polskich stadionów za odpalanie pirotechniki, która dodaje kolorytu często szarym widowiskom. Na początku drugiej połowy pojawiła się mała kartoniada w barwach klubu z Dolnego Śląska oraz kolejne 5 rac. Miejscowi byli słabo słyszalni na naszym sektorze.
Nasz doping w pierwszej części dostosowany był do gry naszych piłkarzy. Śpiewaliśmy, ale w miarę upływu czasu wszystko ucichało. Po straceniu bramki można było usłyszeć różne "opinie" do postawy "Niebieskich". W drugiej połowie byliśmy głośniejsi. Po kolejnych bramkach dla Ruchu doping był jeszcze lepszy, ale nie obyło się bez pieśni "Zmiana trenera, w Chorzowie zmiana trenera" czy "Ruch to my, a nie wy"...
Po meczu miała miejsce przykra sytuacja. Zawołaliśmy do siebie piłkarzy, lecz ci w ogóle nie podeszli, tylko klaskali ze środka boiska. Skutkiem tego były gwizdy i niecenzuralne słowa w ich stronę.