Piłkarze Ruchu Chorzów wygrali w Legnicy z Miedzią 3:1. Niestety, z tego spotkania nie wynik pozostanie kibicom i piłkarzom w pamięci, ale to, co stało się po jego zakończeniu. Fani "Niebieskich" zaczęli wyzywać swoich zawodników za to, że ci nie podeszli po meczu pod ich sektor. A jak widzieli to piłkarze? Zapraszamy na wywiad z
Wojciechem Grzybem, kapitanem drużyny Ruchu.
- Co się stało po zakończeniu spotkania?
- Według mnie nastąpiło niepotrzebne nieporozumienie. Mnóstwo sił włożyliśmy dzisiaj w ten mecz. Kibice chyba to widzieli. My doceniamy to, że nasi fani jeżdżą za nami po całej Polsce. Dzisiaj też kawałek musieli za nami przyjechać. Nie wiem, dlaczego zaczęli na nas gwizdać w momencie, kiedy się odwróciliśmy. Podeszliśmy na środek naszej połowy, wszyscy byli bardzo wyczerpani. Ja padałem dzisiaj z nóg, bo włożyłem w to spotkanie mnóstwo wysiłku. Może z boku tego nie widać, ale na boisku jest inaczej. Mam nadzieję, że te nasze dobre układy z kibicami (a do tej pory miałem wrażenie, że tak jest), nie zostaną zachwiane, bo oni są nam potrzebni. A śpiewanie "Ruch to my, a nie wy" niczemu nie służy. Bo Ruch to i oni, i my!
Nadrzędną sprawą jest to, że wygraliśmy. To zwycięstwo powinno specjalnie zadowolić pana Gerarda, który obchodzi 80. urodziny. Cieszy również to, że ciągle mamy lidera, bo do następnej kolejki nie zmieni się to na pewno.
Przy stanie 1:1 wykonywałeś rzut karny. Gdybyś go nie strzelił, to mogło być bardzo nerwowo. Nogi nie drżały?
- Dawno już nie strzelałem rzutu karnego, nawet na treningu. Co dziwne, dla Ruchu był to drugi karny w tym sezonie! Jedynego nie strzelił Marcin Klaczka. Dziś ja byłem do tego wyznaczony. Nogi nie zadrżały, chociaż bramkarz wyczuł moje intencje. Strzeliłem jednak dosyć mocno i wysoko, więc ciężko było mu ją obronić.
Jeśli chodzi o agresywność, to od meczu z Sosnowcem jestem pod tym względem w niezłej dyspozycji. Byłem dziś dosyć "podminowany" i mocno zmotywowany. Krzyczałem po chłopakach cały mecz. Połowę sił tracę na okrzyki i mobilizację. Jeżeli widzę, że ktoś słabiej się czuje czy słabiej wygląda, to muszę go zmotywować, bo nie możemy wypuścić z rąk tego, co ugraliśmy na jesień. Powoli odrabiamy straty punktowe z bieżącej rundy. Może nie będzie z górki, bo każdy chce być liderem, ale wykonaliśmy spory krok ku temu, by serią kilku wygranych meczy umocnić się na pozycji lidera i nie puścić już tego do końca. Mam nadzieję, że kibice pomogą nam w następnych meczach. Nie wiem czy będzie otwarty stadion na mecz z Łomżą, bo podobno chcą nam go zamknąć. Wierzę, że tak się nie stanie.
Dzisiaj wreszcie padła 3.000 bramka dla Ruchu…
- Śmialiśmy się dzisiaj przed meczem, że jak już zdobędziemy drugą bramkę, to wtedy na boisku nagle pojawi się kilku Messich, którzy będą chcieli wjechać do bramki i strzelić tego jubileuszowego gola. Ale tak nie było. Ja oraz koledzy o tym zapomnieliśmy. Dopiero w szatni ktoś powiedział, że "Remik" strzelił 3.000 bramkę. Faktycznie, ma chłopak szczęście i na pewno z tego tytułu będzie musiał coś postawić, bo takie gole nie zdarzają się zbyt często. Jest to wspaniała liczba dla Ruchu. Poza tym przekroczyliśmy liczbę 50 punktów i obecnie mamy ich 52. Niech się teraz martwią ci, co są za nami.
My się cieszymy, pomimo tego niepotrzebnego zgrzytu. Jeszcze raz powtarzam, z naszej strony to tak nie zostało odebrane. Szkoda, że kibice mają na to inne spojrzenie. Wierzymy, że w dalszym ciągu ta nasza komitywa będzie wzorowa. Żeby nam tylko nie zamykali stadionu, bo kara za race, które upiększają te widowiska jest bardzo dziwna. Nie wiem, czy ktoś chce to zepsuć. Inne kluby powinny brać przykład z tego, jak wyglądają mecze na Cichej.
Pomogła wam ta rozmowa z działaczami w środku tygodnia?
- To były bardzo luźne rozmowy. Ktoś w prasie przedstawił to w taki sposób, jakby to były rozmowy dyscyplinarne. To bardziej miało nas zmotywować i uświadomić, że sytuacja staje się trudna, bo inne kluby są już blisko nas.
Widocznie to nam pomogło, ale z całym szacunkiem dla tego ambitnego zespołu Miedzi - my nie mogliśmy tego meczu tutaj nie wygrać. Bo, o ile jest tutaj kilku zawodników, którzy indywidualnie są nieźli, to ta drużyna na naszym tle fizycznie i taktycznie wypadła dużo słabiej. Chyba byśmy sobie tego nie darowali, gdybyśmy stąd nie wyjechali z kompletem punktów. Fakt, że do przerwy było 0:1, ale mecze trwają 90 minut.
Nie obawialiście się, że po tej straconej bramce górę wezmą negatywne emocje. Chyba dobrze zrobiła wam przerwa w meczu. Potem wszystko się już układało
- Przerwa dobrze nam zrobiła, bo w szatni powiedzieliśmy sobie, że tego meczu nie można przegrać w żaden sposób i wszyscy mają - za przeproszeniem - zwymiotować na boisku. I jeżeli ktoś nie dał rady, to miał zasygnalizować. I tak też było. O zmianę poprosił Grzesiu Domżalski. On w tym meczu robił wszystko co mógł. Ci, którzy pojawili się na boisku, bardzo pomogli. "Remik" strzelił bramkę, a Grażvydas wywalczył rzut karny. Wszystko dzisiaj zagrało. Przy tym tempie, które dyktowaliśmy, Miedź musiała odpuścić.
Trzeba jednak zauważyć, że kolejny mecz gramy na połowie przeciwnika i tracimy bramkę po pierwszym strzale. Tak było w Opolu oraz Wrocławiu. Taka nerwowość na pewno się podświadomie wkrada, ale myślę, że jeżeli morale spadły, to tylko na moment. Po przerwie bezsprzecznie dominowaliśmy na boisku.
Na koniec, jako kapitan zespołu, chciałem pozdrowić naszych kibiców. Dziękuję im za to, że przyjechali. Zachęcam ich do dopingu, a nie do niepotrzebnych okrzyków, które mogą być różnie odebrane. Ta sprawa w żaden sposób nie może nas skłócić, bo wszyscy jesteśmy jedną ekipą! Ruch to my, piłkarze i Ruch to wy, kibice!