Piłkarze Ruchu Chorzów, po nieudanym występie przed własną publicznością w meczu z Piastem, wybierają się do Legnicy, by na boisku beniaminka odzyskać skuteczność i zwiększyć przewagę w tabeli. - Jedziemy po zwycięstwo, remis nie wchodzi w rachubę. Chcemy wreszcie zacząć wygrywać i cieszyć się z kibicami ze zdobyczy punktowych - mówi Ireneusz Adamski, obrońca Ruchu.
Chorzowianie trenowali dziś na własnych obiektach. Po południu wsiedli do autobusu i udali się do Lubina, gdzie spędzą ostatnie godzin przed meczem. W ostatniej chwili ze składu wypadł Krzysztof Nykiel, który podczas wewnętrznej gierki niefortunnie zderzył się z Grzegorzem Domżalskim i nabawił się drobnego urazu. Oprócz niego, trener Wleciałowski nie zabrał z sobą również Ariela Jakubowskiego i Macieja Sadloka. Ten pierwszy dopiero niedawno wyleczył kontuzję kości jarzmowej, drugi odczuwa skutki po przebytej grypie żołądkowej.
Dla „Niebieskich” jest to spotkanie bardzo istotne. W razie niepowodzenia, mogą oni pożegnać się z fotelem lidera na rzecz Zagłębia Sosnowiec. - Owszem, ewentualne potknięcie może skutkować startą lidera, ale nie podchodzimy do tego w ten sposób. Dla nas jest to po prostu kolejny ligowy mecz, który musimy wygrać - przekonuje Remigiusz Jezierski.
Podopieczni Marka Wleciałowskiego zawodzą jednak od początku rundy wiosennej. Niektórzy mówią, że to cud, iż „Niebiescy” nadal przewodzą w tabeli. W ośmiu dotychczas rozegranych spotkaniach zdobyli zaledwie 11 punktów. Nic więc dziwnego, że włodarze klubu nie czekali dłużej na rozwój wypadków i wezwali do siebie trenerów i radę drużyny. - Ostre słowa nie padły, ale powiedzieliśmy sobie to, co nas boli. Problem tkwi przede wszystkim w dochodzeniu do sytuacji strzeleckich - podkreśla Adamski. - Skuteczność to nasz największy mankament. I chyba jedyny…– stara się uspokoić „Jezier”.
- Trudniej bronić pozycji lidera. Dobrze jednak, że cały czas jesteśmy na tej pozycji. Dla poprawienia skuteczności potrzebny jest spokój, a nie ogromna presja. Gra jest całkiem niezła, brakuje często ostatniego podania, strzelenia bramki w pierwszym kwadransie meczu. Wtedy jest inny obraz gry. Każdy na to patrzy inaczej, mniejsze jest też zdenerwowanie wśród kibiców, którzy już tak żywiołowo nie komentują nieudanych zagrań – wyjaśnia Jezierski.
Zawodnicy Miedzi Legnica zamierzają jednak pokrzyżować plany drużynie z Chorzowa. Legniczanie nie wygrali w tej rundzie jeszcze ani jednego spotkania, a tylko zwycięstwo nad liderem drugiej ligi pozwoliłoby im przerwać fatalną passę i nieco zbliżyć się do zespołów walczących o utrzymanie się bez konieczności rozgrywania baraży. Obecnie Miedź znajduje na 14. pozycji w lidze, ale gdyby nie zdegradowano Górnika Łęczna, Górnika Polkowice i KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, to podopieczni Petra Niemca byliby na przedostatnim miejscu w tabeli.
Przed kilkunastoma dniami zespół z Legnicy wzmocnił Austriak, Gilbert Prilasnig – mający za sobą występy m.in. w Szturmie Graz. Wcześniej, tj. w trakcie przerwy zimowej drużynę Miedzi uzupełnili: Józef Banda, Wojciech Kaszczyszyn, Patryk Musiałowski, Michał Rajkiewicz, Wojciech Smarduch i Piotr Błauciak. Ten ostatni wraz z Janem Strelecem, Robertem Majką i Norbertem Gułą nie wystąpią jutro na boisko z powodu kontuzji.
Spotkanie z Miedzią odbędzie się przy ograniczonej ilości kibiców (ok. 1000 miejscowych i 150 fanów gości). Obiekt przy ul. Orła Białego posiada tylko jedną dopuszczoną do użytku trybunę, której pojemność na mecz z Ruchem zostanie dodatkowo pomniejszona o ilość miejsc znajdujących się w sektorze buforowym.
Spotkanie rozpocznie się w sobotę o godz. 15:00, a poprowadzi je Jacek Walczyński z Lublina.
Przewidywane składy:
Ruch: Mioduszewski – Grzyb, Klaczka, Adamski, Makuch (Osiński) – Ćwielong, Pulkowski,Baran, Janoszka, Sokołowski – Łudziński (Mikulenas).
Miedź: Zarzycki - Kłak, Kotlarski, Imianowski, Rajkiewicz - Krzyżanowski, Prilasnig, Zieliński, Łysak, Wodniok - Banda.