Medialna i rządowa nagonka na kibiców spowodowała, że spotkania kilku ostatnich ligowych kolejek na większości stadionów piłkarskich odbyły się w ciszy. Niektóre nawet całkowicie bez publiczności, gdyż władza zdecydowała się zamknąć obiekty Lecha, Legii, Śląska, Widzewa i Zagłębia Lubin. Kibice od razu zaczęli walczyć o swoje i protestować przeciwko działaniom władzy. - Gdyby nie oni, na stadion nie przyszedłby pies z kulawą nogą. I powinniśmy im za to dziękować. Są najlepsi w polskiej piłce. To jedyny towar eksportowy, który mamy. Bo piłka jest dziadowska. Stadiony i działacze też - mówi w rozmowie z gazetą "Nowe Państwo" socjolog Jerzy Dudała.
Autor książki "Fani - chuligani" to jedna z nielicznych osób, która potrafi obiektywnie spojrzeć na piłkarskich fanatyków. - Największe media promują doprawdy dziwny obraz kibicowania. Ludzie mają po prostu zapłacić za bilet, przyjść na stadion, spędzić miło czas i rozejść się grzecznie do domów. Tymczasem dla zaangażowanych kibiców to stanowczo za mało! To są ludzie z krwi ilości. Dla nich kibicowanie nie ogranicza się tylko do obejrzenia meczu. Oni żyją klubem na co dzień! - zauważa Dudała.
- Ten rząd się po prostu ich boi. Dlatego, że są to ludzie idei, którzy potrafią się zorganizować i w sposób prześmiewczy ukazać nieudolność rządzących. Kibice doskonale wiedzą, że cały czas żyjemy w kraju, gdzie tylko mówi się, co zostanie zrealizowane. Oni zaś woleliby usłyszeć od polityków o tym, co już zrobiono. Nie kupują pustych obietnic - przekonuje.
Jerzy Dudała problem zauważa nie w samych sympatykach, a w zabezpieczaniu imprez sportowych. - Przecież w Anglii nie ma grzeczniejszych kibiców. W czasie derbowych meczów Millwall - Chelsea na stadionie pojawiają się "legendy chuligaństwa". Gdyby ci ludzie wiedzieli, że wszystko jest źle zabezpieczone, nie mam wątpliwości, że wzięliby się za łby, może nawet byłyby trupy. Krótko mówiąc, nie ma złych kibiców, są tylko źle zabezpieczone imprezy - twierdzi Dudała.
źródło: Nowe Państwo / Niebiescy.pl