Po sześciu latach gry w Ruchu Chorzów
Michał Pulkowski żegna się z "Niebieskimi". W poniedziałek zawodnik dowiedział się od dyrektora Mirosława Mosóra oraz trenera Waldemara Fornalika, że nie zostanie z nim przedłużony kontrakt.
Popularny "Pulo" trafił do Ruchu latem 2005 roku. "Niebiescy" wypatrzyli go podczas... meczów barażowych o utrzymanie w ówczesnej drugiej lidze. Zawodnik występował wtedy w Zniczu Pruszków i dał się poznać z bardzo dobrej strony. Działacze Ruchu postanowili więc ściągnąć go na Cichą. - Gdy przychodziłem do Ruchu to wiedziałem, że sponsorem jest tutaj prężna firma zarządzana przez Mariusza Klimka. Na moje przyjście duży wpływ miał także dyrektor Ziętek, który mni wcześniej znał. Był bardzo konkretny i sprawy potoczyły się bardzo błyskawicznie – opowiada 32-letni pomocnik.
Spodziewałeś się po tamtej rozmowie, że tak długo przyjdzie ci reprezentować niebieskie barwy?
Michał Pulkowski: - Gdy tutaj przychodziłem, to mówiłem żonie, żeby razem ze mną się tutaj nie przeprowadzała, bo możliwe, że za pół roku będę wracał. No i tak zostałem jeszcze pięć i pół roku dłużej.
Jakie były twoje pierwsze wrażenia z pobytu w śląskim klubie?
- Gdy kogoś wcześniej pytałem o Śląsk, to słyszałem, że jest to specyficzny region. Ale pierwsze wrażenia były jak najbardziej pozytywne. I jeśli mnie coś zaskoczyło to tylko na plus.
Szybko się zaaklimatyzowałeś w szatni.
- Zgadza się. Nie starałem się nikogo udawać, czy robić jakiś rzeczy, które do mnie nie pasują. Szatnia bardzo szybko mnie zaakceptowała i można powiedzieć, że szybko stałem się jej częścią.
Nie miałeś też problemu z zyskaniem sympatii wśród kibiców. Pamiętam mecz z Podbeskidziem w Bielsku-Białej, gdy chwyciłeś megafon do ręki i prowadziłeś doping.
- Była to dosyć spontaniczna sytuacja i zrobiłem to na fali jakiegoś entuzjazmu. Na pewno tego nie żałuję. Nigdy nie ukrywałem tego, że jestem z Warszawy i jakiemu klubowi kibicowałem od dziecka. Mimo tego fani z Chorzowa dobrze mnie przyjęli. Dzięki tej całej przygodzie darzę Ruch naprawdę wielkim szacunkiem i w moim sercu zawsze będzie miejsce dla tego klubu.
W trakcie twojego pobytu w Ruchu wiele się wydarzyło. Z "Niebieskimi" awansowałeś do ekstraklasy, a także zakwalifikowałeś się z zespołem do europejskich pucharów.
- Moment wywalczenia awansu do ekstraklasy to było coś wspaniałego. To była fantastyczna sprawa i niezapomniane chwile, podobnie jak samo celebrowanie tego awansu. Miło będę wspominał grę w ekstraklasie i także europejskie puchary. Można powiedzieć, że tych miłych chwil było zdecydowanie więcej, niż tych, o których chciałoby się zapomnieć.
Z pewnością nie będę pierwszą i nie ostatnią sobą, która powie, że kwestie szatni to w Ruchu coś wspaniałego. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nigdy w takiej szatni nie siedziałem i podejrzewam, że już więcej nie będę siedział. Była tutaj bardzo specyficzna atmosfera – inna, niż w innych klubach. Na pewno będę to miło wspominał.
Miałeś już wcześniej sygnały świadczące o tym, że będziesz musiał się pożegnać z Ruchem?
- Tak. Pierwszym sygnałem były artykuły w prasie na ten temat, które się pojawiły już w grudniu. Wtedy pisano, że w czerwcu nie będzie ze mną przedłużany kontrakt. No i to się potwierdziło. Była jeszcze runda wiosenna, która mogła to zmienić, ale w jej trakcie pojawiły się kolejne sygnały, które dawały jednoznaczną odpowiedź.
Masz o to do kogoś żal?
- Drużyna jest autorskim pomysłem jednego człowieka, czyli trenera. Ja, broń Boże, nie mam pretensji do trenera Fornalika, że nie grałem. Na boisku nie pojawiałem się z różnych względów. Na początku było to związane z kontuzją. W końcówce na pewno jednak nie przegrałem rywalizacji o miejsce w składzie, bo w niej po prostu nie uczestniczyłem, gdyż nie dostałem żadnej szansy. To mnie utwierdzało w tym, że mój czas w Ruchu dobiega końca.
W związku z tym zacząłeś już szukać pewnie innego klubu?
- Tak, informacje z grudnia dały mi do myślenia i dlatego w tym kierunku poczyniłem pewne kroki. Kilka klubów się odezwało, otrzymałem ciekawe propozycje. Z różnych względów z nich nie skorzystałem. Przede wszystkim z powodów rodzinnych. Na początku roku zmarł mi tata i nie miałem głowy do takich rzeczy. Teraz zacząłem te tematy odświeżać i zobaczymy co z tego wyniknie. Na razie nie ma żadnych konkretów.
Zostaniesz na Śląsku czy wrócisz do stolicy?
- A może wyjadę gdzieś indziej? (śmiech) Nie wykluczam takiej ewentualności. Po rozmowie z moją małżonką w grę wchodzi raczej jedynie obręb naszego kraju. Nie zamierzam się przenosić za granicę, chociaż życie czasem weryfikuje plany i tak naprawdę nie można niczego zakładać.
Planujesz jakieś pożegnanie z kolegami z zespołu?
- Pod koniec czerwca kończę na AWF-ie w Katowicach kurs trenerski, tak więc zostaję jeszcze na Śląsku. 20 czerwca przyjadę do klubu na pierwsze zajęcia. Z kolegami z drużyny na pewno jeszcze się spotkam i zaproszę na kolację.
Rozmawiał: Robson (Niebiescy.pl)