Na ciepłe przyjęcie podczas niedzielnego meczu Ruchu z Polonią Warszawa z pewnością będzie mógł liczyć Maciej Sadlok. 22-letni obrońca, który teraz reprezentuje barwy "Czarnych Koszul" przez wiele lat występował z powodzeniem w chorzowskim klubie. Do dziś jest on bardzo szanowany wśród fanów Ruchu.
Zawodnik do warszawskiej Polonii trafił w przerwie zimowej. Umowę podpisano jednak pół roku wcześniej i niewiele brakowało, by Sadlok przeszedł do stołecznego klubu w tym samym okresie co Artur Sobiech. Upór samego zawodnika oraz działaczy "Niebieskich" spowodował, że Sadlok rozegrał jeszcze rundę wiosenną w Chorzowie. – Przede wszystkim samo podjęcie decyzji o zmianie klubu i przenosinach do Polonii to był dla mnie trudny moment – wspomina reprezentant kraju.
- Początki w stolicy były dość ciężkie, bo trudno mi się było przyzwyczaić do nowego klubu i panujących w nim obyczajów. Teraz jednak jest już wszystko w porządku i na pewno nie żałuję przeprowadzki do Warszawy – dopowiada "Sadloczek".
Po kilku miesiącach gry w stołecznym klubie Sadlok po raz pierwszy wystąpi przeciwko swojemu byłemu klubowi. - Dla mnie to bardzo ważne spotkanie. Jak przyjadę na Cichą, to na pewno serce mi znów mocniej zabije i cieszę się, że znów zagram na tym stadionie. Chciałbym, żeby kibice Ruchu przyjęli mnie sympatycznie. Parę lat grałem w Chorzowie i zawsze dawałem z siebie na boisku, ile tylko mogłem. Jak odchodziłem do Polonii, nikt w klubie nie miał do mnie pretensji, więc mam nadzieję, że teraz też wszystko będzie OK – mówi zawodnik.
Oto Sadlok nie musi się martwić, ale inaczej kibice mogli by postąpić w przypadku Artura Sobiecha. Zawodnik do warszawskiej Polonii przeszedł latem ubiegłego roku. Sposób odejścia oraz wypowiedzi, których udzielił po przeprowadzce do stolicy były w Chorzowie nie do zaakceptowania. Sobiech nie pojawi się jednak w niedzielę na murawie z powodu kontuzji.
źródło: Niebiescy.pl/ Dziennik Zachodni