Gra Ruchu Chorzów w rundzie wiosennej przypomina sinusoidę. Raz jest dobrze, raz źle. Bardzo źle było w niedzielę, kiedy „Niebiescy” podejmowali Piasta Gliwice. Za opis wystarczyłoby zdanie – mecz bez historii. I tak właśnie było. Niedzielne (dosłownie!) tempo spotkania, co rusz wprawiało w konsternację widownię. Nie udał się piłkarzom prezent dla Gerarda Cieślika, obchodzącego swoje 80 urodziny. Zapewne życzyłby sobie lepszej gry swojej ukochanej drużyny, oraz oczywiście bramek!
Gospodarze dobrze zaczęli ten mecz. Już w pierwszej minucie po ciekawej akcji wywalczyli rzut rożny. Później tempo spadło. Okres marazmu przerwał w 7 minucie Grzegorz Baran, uderzając z 20 metrów na bramkę Kozika. Bardzo dobrą okazję do zdobycia bramki piłkarze Ruchu wypracowali sobie w 12 minucie. Piotr Ćwielong dośrodkowywał, ale fatalnie skiksował najlepszy jak dotąd strzelec drużyny – Przemysław Łudziński. Kolejne minuty należały już do gości. Z rzutu wolnego próbował uderzać Wojciech Kędziora. Po jednym z rzutów rożnych w świetnej sytuacji znalazł się obrońca z Gliwic – Adam Banaś. Tylko cud uratował podopiecznych Marka Wleciałowskiego od straty gola.
Chyba najskładniejszą akcję meczu chorzowianie przeprowadzili w 24 minucie meczu. Łudziński piętką zagrywał do Wojciecha Grzyba, a ten dośrodkował w pole karne. Z piłką minął się jednak (nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni) Ćwielong. Do końca pierwszej połowy Ruch kontrolował przebieg gry. W 30 minucie w sytuacji sam na sam znalazł się Łukasz Janoszka, jednak świetnym refleksem popisał się bramkarz Piasta – Krzysztof Kozik. W 40 i 45 minucie okazje na zmianę wyniku mieli „Pepe” i Łudziński, jednak nie potrafili wstrzelić się w bramkę gości.
W drugiej połowie największą atrakcją był chyba jedynie paralotniarz, który pojawił się nad stadionem. Jemu jednak też poziom gry nie przypadł do gustu, gdyż dosyć prędko oddalił się w nieznanym kierunku. A na boisku nuda. Przewaga Ruchu nie podlegała dyskusji, lecz styl był nie do zniesienia. Swoich szans w ataku na bramkę Piasta próbowali: Bonk, Łudziński, Ćwielong, Sokołowski oraz wprowadzeni po przerwie: Grażvydas Mikulenas, Remigiusz Jezierski i Michał Haftkowski. Sporadyczne ataki drużyny Bogusława Pietrzaka przynosiły jeszcze mniejsze efekty. Jedynym zagrożeniem były strzały najaktywniejszego z gliwiczan – Kędziory. Na miano bohatera spotkania zasłużył bramkarz Piasta Gliwice, który popisywał się fantastycznymi interwencjami. Gole w końcu nie padły, a kibice zawiedzeni takim obrotem spraw opuszczali stadion jeszcze przed końcowym gwizdkiem arbitra – Mariusza Żaka.
- Obserwowałem ostatni mecz Piasta z Kmitą Zabierzów. Drużyna z Małopolski zagrała wtedy bardzo dobrze, nawet lepiej niż dziś Ruch Chorzów. Piast wciąż słabo. Drużyna Wleciałowskiego bardzo chciała wygrać ten mecz, ale niezbyt im to wyszło. Piłka nożna to sport niewymierny. Inne zespoły tez mogą się jeszcze walczyć do walki o awans. Ten, który dziś jest pierwszy jutro może znaleźć się w środku tabeli – powiedział obecny na stadionie Andrzej Szarmach.
No cóż, oby tylko niewymierność ta nie dopadła na dobre Ruchu Chorzów, który ponownie na Cichej dostał zadyszki i bezbramkowo zremisował z drugoligowym średniakiem.
Ruch Chorzów 0:0 Piast Gliwice
Żółte kartki: Kukulski, Widuch (Piast)
Składy:
Ruch: Mioduszewski - Grzyb, Adamski, Klaczka, Nykiel - Łudziński (61' Mikulenas), Baran, Sokołowski, Bonk (76' Jezierski), Ćwielong - Janoszka (84' Haftkowski).
Piast: Kozik - Michniewicz, Banaś, Widuch, Chylaszek - Gamla Kaszowski, Kukulski (90' Przewoźniak), Kompała, Podgórski (72' Krzycki) - Kędziora.
Sędzia: Mariusz Żak (Sosnowiec)
Widzów: 8.500 (w tym ok. 600 kibiców Piasta)