W Wielką Sobotę każdy jest już myślami przy Świętach Wielkiej Nocy. Ale nie fanatyczni kibice. W ten dzień trafił nam się atrakcyjny kibicowsko wyjazd do Wrocławia, którego nikt nie zamierzał odpuszczać. Od działaczy Śląska otrzymaliśmy tylko 300 biletów, a było to spowodowane ograniczoną ilością widzów. Na ten mecz na obiekcie przy ulicy Oporowskiej mogło pojawić się 5.200 kibiców.
Naszym głównym środkiem transportu był pociąg specjalny, w którym znalazło się nas 530 (na podstawie sprzedanych biletów). Wsparli nas także Widzewiacy w liczbie 70 głów, co dało łącznie około 650 osób. We Wrocławiu czekała na nas spora ilość prewencji oraz policyjny helikopter. Jak się później dowiedzieliśmy, przed spotkaniem wśród służb mundurowych wybuchła panika, bo od kolegów po fachu dotarła do nich informacja, że z Chorzowa wyjechało 1.000 fanów Ruchu. Przyjęliśmy to z uśmiechem na twarzy:)
Po trzygodzinnej podróży, umilanej śpiewami i tańcami, dotarliśmy do stolicy Dolnego Śląska. Pod stadion podjechaliśmy czterema przegubami. Wchodzenie na sektor okraszone było bardzo szczegółowym i długotrwałym sprawdzeniem. Niestety, kontrole trwały tak długo, że nie wszyscy zdążyli je przejść przed rozpoczęciem meczu. 100 sympatyków ochrona w ogóle nie chciała wpuścić, bo nie mieli ze sobą dowodu tożsamości. Ze względu na taki obrót sytuacji, pod koniec pierwszej połowy ściągamy fany i szarpiemy płot oddzielający klatkę od bufora. Po kilku sekundach metalowa konstrukcja poddała się. W tym momencie zaśpiewaliśmy "Wpuście kibiców" oraz "Zawsze i wszędzie". Dołączył się do tego Śląsk, który zaśpiewał także "Piłka nożna dla kibiców". Gdy zabraliśmy się za drugi płot, służby porządkowe uległy i na drugą część meczu byliśmy już niemal w komplecie.
Wywiesiliśmy fany: "1910" Widzewa oraz "Dzierżoniów" i debiutującą "1920" z herbem Ruchu, które po 45 minutach zostały zastąpione przez "Psycho Fans". Na trybunach pojawiło się tego dnia blisko 7 tysięcy miejscowych, którzy cały czas dobrze dopingowali. Szczególnie efektownie wychodziła im "Szkocja", chwilę przed jej wykonaniem na tablicy świetlnej pojawiał się stosowny napis oznajmiający, co za moment nastąpi. Najgłośniej zaś wychodziło im odpowiadanie na pozdrawianie naszych ziomali z Łodzi i Lubina. My też nie pozostawaliśmy dłużni. Często można było, więc usłyszeć obustronne bluzgi.
Spotkaniu towarzyszyły ciekawe oprawy ultrasów obu ekip. My zaprezentowaliśmy sektorówkę "KS RUCH", która dała całkiem ładny efekt, bo niemal idealnie zakryła "klatkę". Ultrasi Śląska przygotowali trzy prezentacje. Pierwsza z nich przedstawiała biało-czerwoną kartoniadę, transparenty na kijach z napisem "ŚLĄSK WROCŁAW", a po bokach sektorówki: piłkę i herb klubu na białym tle. Całość wyszła ładnie, jednak nie perfekcyjnie (nierówno rozłożone transy). Kilkanaście minut później zobaczyliśmy choreo złożone z dwóch elementów: foliowych kartoników i małych fanek na kijach. Wszystko w barwach zielono-biało-czerwonych. Na koniec, osoby zgromadzone w młynie odpaliły zimne ognie, a na górze sektora zostało wystrzelone konfetti.
Piłkarze ponieśli kolejną porażkę i nie dali nam prezentu na Święta. Nie przeszkodziło nam to jednak w dobrej zabawie podczas drogi powrotnej. Wielkie dzięki dla Widzewa za liczne wsparcie!