Po pucharowym meczu z Legią na Łazienkowskiej i niezapomnianych Wielkich Derbach Śląska "Niebieskich" czekał kolejny wyjazd do... Warszawy. Ligowy terminarz tak się ułożył, że w przeciągu niespełna trzech tygodni dwa razy dane nam było odwiedzić stadion "Wojskowych". Zapisy na wyjazd trwały tydzień i ostatecznie nie udało nam się wykorzystać całej puli biletów, co zapewne spowodowane było poniekąd poprzednią wizytą w stolicy części wyjazdowiczów.
Tym razem do Warszawy udaliśmy się pociągiem specjalnym, który niespełna godzinę po zaplanowanej na 8:30 zbiórce, wyruszył z Chorzowa Batorego w kierunku stolicy. Pociąg do celu swojej podróży dotarł po godz. 14 i chwilę później kibice autobusami zostali przetransportowani pod stadion.
Jak mogliśmy się ostatnio przekonać, wchodzenie na stadion Legii jest skrupulatne i bardzo długie. Mimo, iż do Warszawy przybyło około
1.200 fanów "Niebieskich" wspieranych przez 60 Widzewiaków, na stadion weszło trochę ponad 950 osób. Pozostali, którzy zdecydowali się na wyjazd w ostatniej chwili (nie byli na liście), przesadzili z alkoholem bądź z innych powodów nie mogli wejść na sektor, zmuszeni byli spędzić mecz pod bramami stadionu.
W sektorze gości zawisło 10 flag. Główne miejsce zajęła fana "To My Naród Śląski". Oprócz tego pojawiły się: "P /R\ F", "19 /R\ 20" (krzyż), "Siemce", "Zawiercie", "Radlin", "FCD", "Łaziska" (wyjazdówka), "Kęty" oraz "FC Piekary os. Wieczorka". Selekcji przy wejściu niestety nie przeszła flaga "Mikołów & Łaziska".
Mecz obejrzało 17.300 widzów. Tradycyjnie przed spotkaniem Legioniści odśpiewali "Sen o Warszawie" przy nowym podkładzie muzycznym, a na "Żylecie" zawisło około 20 flag, w tym m.in. "Wielkie Księstwo Warszawskie", "Nieznani Sprawcy", "FooTBall" i "Warriors". Spotkanie rozpoczęło się minutą ciszy. W ten sposób piłkarze i kibice oddali hołd zmarłemu 6 lat temu papieżowi Janowi Pawłowi II.
Wraz z pierwszym gwizdkiem ruszył doping Ruchu i Legii oraz tradycyjna wymiana "uprzejmości". Pomimo bardzo głośnego śpiewu niosącego się z zapełnionej "Żylety", kibice Ruchu starali się przebić ze swoim repertuarem, co chwilami się udawało. Stracone w 8 i 24 minucie bramki były ogromnym ciosem dla chorzowskich piłkarzy i kibiców. Pojawiająca się wizja sromotnej przegranej ostudziła odrobinę zapału fanów Ruchu, którzy zostali przytłoczeni dopingiem "Legionistów". Niejednokrotnie mogliśmy się jednak przekonać, że dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe. Nadzieje pobudziła bramka Arka Piecha strzelona w końcówce pierwszej połowy. Kibice odżyli i swoim dopingiem pokazali, że nie przyjechali do Warszawy tylko posiedzieć.
Przerwa pozwoliła zregenerować siły, które jak czas pokazał, były niezbędne w drugiej połowie. Doping kibiców najwyraźniej dobrze służył piłkarzom Ruchu, co zaowocowało kolejną bramką Piecha. Nie da się słowami opisać radości, jaka zapanowała wśród fanów "Niebieskich". Wprost proporcjonalnie do coraz lepszego dopingu i zabawy w sektorze gości, malał zapał wśród stołecznych kibiców. Po stadionie coraz głośniej niosło się "W pewnym śląskim mieście" czy też "Alealeaaleooo nasz Ruch Chorzów tylko on". Dodatkowo atmosferę podkręcał spartański okrzyk "Auuu". Za moment większość fanów bawiła się już bez koszulek.
Kibice jeszcze nie ochłonęli po wyrównującej bramce, a Piech podwyższył wynik na 3:2. Wśród kibiców i piłkarzy zapanowała ogromna euforia. Wynik teoretycznie przegranego meczu obrócił się o 180 stopni. Od momentu przejęcia prowadzenia murawa i trybuny należały już tylko do Ruchu. Nic nie jest w stanie równać się z uczuciem, które zawładnęło wtedy sercami obecnych na meczu kibiców "Niebieskich" oraz momentem, kiedy "Żyleta" na dłuższą chwilę pogrążyła się w grobowej ciszy. Gdy "Legioniści" próbowali się podnieść z kolan, Ruch bawił się w najlepsze. Po sektorze gości przejechała "niebieska ciuchcia" prowadząca do zwycięstwa.
Ostatni gwizdek sędziego przypieczętował ogromny triumf Ruchu w stolicy. Po meczu długo trwała radość, wspólna zabawa i śpiewy piłkarzy z fanatykami zakończone wspólnym przybiciem piątek. Na kibicowskim szlaku warto pokonywać setki kilometrów dla takich chwil.
Gdy stadion Legii opustoszał, fani Ruchu nadal śpiewali, a swoje "5 minut" w roli młynowego wykorzystał "Hetman". Wielokrotnie pozdrowiony został trener "Niebieskich". Po stadionie niosło się "Waldek Fornalik lololololo...". Pomeczowa radość udzieliła się także chorzowskim działaczom, którzy z trybuny honorowej na dwie strony zaśpiewali z kibicami "Wielka, wielka, wielka Niebieska eRka" oraz "kto wygrał mecz".
Powrót pociągiem dosłownie "upłynął" w atmosferze zabawy, aż do 1:40 kiedy to grupa wyjazdowa zameldowała się w Chorzowie Batorym.
źródło: Niebiescy.pl