O jakże się myliłem mówiąc wszem i wobec, że raczej nie powinniśmy nazywać meczu Niebieskich z Górnikiem Wielkimi Derbami Śląska! Były one Wielkie, na szczęście raczej z jednej, Niebieskiej strony!
Szczerze mówiąc nikt się nie spodziewał takiego łomotu, jaki sprawili nasi ulubieńcy sąsiadom zza miedzy, zwłaszcza biorąc pod uwagę warunki, w jakich przyszło grać obu drużynom. A propos warunków i scenerii. W pierwszym momencie kiedy zgasło światło myślałem, że to "ustawka" między kibicami a elektrownią, bo przecież w tym samym momencie rozświetliły stadion przy Cichej flary oraz rozbłysły komórki, co dało niesamowity wręcz widok z trybuny głównej. Po raz kolejny pozwolę się nie zgodzić z władzami PZPN, że odpalanie flar powinno być zabronione. Rozumiem, że rzucanie ich na boisko jest niebezpieczne, ale płonące niczym pochodnie dają fantastyczny efekt!
Równie efektownie zagrała Niebieska drużyna i po meczu przyszło zastanowić się, kiedy ostatnio Ruch wygrał z Górnikiem 3:0? Pamiętam taki mecz, miał on miejsce na Cichej w latach siedemdziesiątych, ale z tego co pamiętam to był chyba mecz pucharowy, a w Górniku po raz pierwszy od pamiętnej kontuzji odniesionej podczas meczu z Anglią wystąpił krótko Włodzimierz Lubański. Nie mam w tej chwili przy sobie książki pamiątkowej, ale chyba to był rok 1975! Jakże miło byłoby wrócić do tych lat nie tylko we wspomnieniach... Pełny stadion na każdym meczu, zwycięstwa prawie w każdym, gra z pełnym zaangażowaniem w każdym, no i brawa przy otwartej kurtynie po każdym meczu. Takiego zaangażowania życzyliśmy sobie przed sezonem i mam nadzieję, że już do końca rundy właśnie z takim poświęceniem będą biegać, po zielonej już mam nadzieję murawie, piłkarze w niebieskich koszulkach.
Następne derby za chwilę przed nami, bo przecież przyjedzie bytomska Polonia, która boryka się z wielkimi problemami i wierzę w to, że tym razem również będziemy oglądali świetny mecz w wykonaniu Arka Piecha, Wojtka Grzyba, Marcina Malinowskiego i spółki... Aż dziw bierze, że jeszcze niedawno Arek Piech wydawał się być napastnikiem numer 4 albo 5 w kadrze, a "Grzybek" i "Malina" mają razem więcej lat niż istnieje Górnik Zabrze, więc dla niektórych malkontentów już dawno powinni powiesić buty na kołku. Użyję jednak pewnej przenośni. Kazimierz Górski powiedział kiedyś, że woli pijanego Gorgonia niż trzeźwego Ostafińskiego. To ja powiem, że lepiej mieć w składzie dwóch takich "oldboyów" niż jednego przereklamowanego i przepłaconego młodego Bonina. Ale cóż, to już nie nasz problem, tylko prezesa (jeszcze?) Mazura, którego minę zobaczyć po meczu było bezcenne, za resztę możemy... Wiadomo!!! 1, 2, 3, mało!!!
Z Niebieskim pozdrowieniem,
Bogdan Kalus