Po przegranym meczu z Arką Gdynia nie mamy już żadnych złudzeń. Ruch Chorzów, żeby utrzymać status drugoligowca, będzie musiał wziąć udział w barażach z drużyną z niższej klasy rozgrywek. Na ulicę Cichą powraca więc ubiegłoroczny koszmar. Niestety tym razem może się jednak okazać, iż obudzimy się z niego dopiero w III lidze.
W przedmeczowych zapowiedziach drużyna Ruchu wcale nie była skazywana na porażkę. W Chorzowie po cichu liczono na to, że euforia związana z awansem Arki do Idei Ekstraklasy okaże się skutecznym lekarstwem na trzy punkty w tym spotkaniu. Przebieg spotkania udowodnił jednak co innego i to właśnie goście z Trójmiasta wyjeżdżali ze Śląska z cenną zdobyczą.
Początek meczu należał zdecydowanie do ekipy trenera Fornalaka. Niebiescy grali odważnie i z polotem. W 5 minucie spotkania Krzysztof Bizacki dał znak do ataku, strzelając z kilku metrów obok bramki strzeżonej przez Michała Chamerę. Później Śrutwa oddał strzał z ok. 20 metrów, jednak piłka leciała zbyt wolno i bramkarz gości nie miał z nią żadnych problemów. W 13 minucie spotkania niektórzy kibice Ruchu już krzyknęli z radości, jednak futbolówka uderzona przez Michała Smarzyńskiego uderzyła w boczną siatkę.
Wraz z nadejściem kwadransa gry nastąpiła zmiana rezultatu. Nie mająca jak dotąd żadnych akcji podbramkowych Arka zdobyła pierwszego gola w tym spotkaniu. Marcin Pudysiak, pilnowany (?!) w obrębie szesnastki przez Marcina Molka i Dawida Bartosa otrzymał piłkę z głębi pola, przyjął ją w powietrzu i bez namysłu uderzył w kierunku bramki. Sebastian Nowak nie miał nic do powiedzenia w tej sytuacji i goście prowadzili na Cichej 1:0
Zdegustowani kibice oglądali w dalszej części spotkania mierne poczynania swoich zawodników, którzy bronili… dostępu do bramki. W 23 minucie publiczność na stadionie wstrzymała oddech po tym jak Krzysztof Piskuła z 30 metrów, z lewej strony boiska uderzył w słupek. Za chwilę Marcin Molek uratował zespół Ruchu przed kolejnym trafieniem Arki, blokując na linii bramkowej strzał Grzegorza Pilcha. W 32 minucie szansę na podwyższenie rezultatu miał z kolei Dariusz Patalan, który po podaniu Marcina Pudysiaka nieczysto trafił w piłkę.
Ruch w ciągu 30 minut odpowiada tylko jednym, niecelnym strzałem Rafała Wawrzyńczoka! Tymczasem minutę przed końcem pierwszej połowy groźną akcję przeprowadziła Arka. Z prawej flanki piłkę w pole karne zagrywał Andrzej Griszczenko, a uderzenie głową Grzegorza Pilcha minimalnie przeleciało nad bramką Sebastiana Nowaka.
W drugiej połowie meczu kibice wynudzili się co nie miara. Gdyby nie rzut karny podyktowany dla gości, to można by stwierdzić, że druga odsłona spotkania w ogóle się nie odbyła. Początek kolejnych 45 minut rozpoczął się od serii rzutów rożnych ze strony Ruchu. Niestety były one tylko mizernym dodatkiem, do tego, co działo się na boisku. Przypomnijmy, że w ciągu całego meczu niebiescy czternastokrotnie wrzucali piłkę w pole karne z narożnika boiska i ani razu nie stworzyło to jakiegokolwiek zagrożenia!
Pierwszy, a zarazem ostatni strzał mogący zagrozić gdańszczanom oddał Michał Smarzyński w 57 minucie spotkania. Piłka uderzona z 16 metrów sprawiła wiele kłopotów bramkarzowi gości – Michałowi Chamerze. Do 73 minuty, oprócz strzału od niechcenia Bizackiego „wiało nudą”. Dopiero wtedy na boisku zaczęło się coś wreszcie dziać, ale niestety i tym razem na niekorzyść chorzowian. Wówczas w polu karnym Andrzej Griszczenko został sfaulowany przez Wojciecha Musiała, a 60 sekund później kapitan Arki – Krzysztof Piskuła podwyższył wynik meczu na 2:0. Od tego momentu można by uznać, że spotkanie zostało zakończone. Pokaz nieskuteczności ze strony Ruchu - vide strzał (?) Unierzyskiego z 30 metrów – doprowadzał do szewskiej pasji mocno rozgoryczonych sympatyków „niebieskich”. Mądrze grający zespół trenera Dragana zdołał dowieźć rezultat do końca i po odgwizdaniu przez arbitra końca meczu baraże dla chorzowian stały się faktem!
Podobnie jak rok temu, niebieskim grozi degradacja do III ligi. Niestety obecnie główni winowajcy tego stanu rzeczy (czyt. piłkarze) umywają ręce. W meczu z Arką, pomimo zdolności do gry, nie zagrał Artur Błażejewski, Maciej Kaczorowski oraz Piotr Mosór. Jest to wstyd i hańba, że takie osoby mienią się piłkarzami Ruchu. Zresztą można by przy tej okazji wymienić więcej zawodników z kadry trenera Fornalaka, którzy odpuszczają mecze lub nie grają na maksimum swoich możliwości. Ich nazwiska są powszechnie znane przez kibiców Ruchu. Od dawna wiadomo, że część z nich ma już podpisane wstępne umowy z innymi klubami.
Co czeka Ruch? W sobotę „niebiescy” zagrają mecz wyjazdowy w Kielcach z tamtejszą Koroną. Od wyniku tego spotkania będzie zależeć to, z kim chorzowianie rozegrają baraż o utrzymanie się w II lidze. Każdy inny wynik jak porażka niebieskich będzie zaskakujący. Niestety takich dożyliśmy czasów…