Piłkarze Śląska grali słabiej, a ich poczynania - jak sami stwierdzili - szczególnie w drugiej połowie były prawdziwą "obroną Częstochowy". To jednak wystarczyło, aby pokonać... dobrze spisujący się Ruch, który raz po raz groźnie atakował bramkę rywala.
- Brakuje nam strzelonej bramki w pierwszych piętnastu lub ewentualnie trzydziestu minutach - stwierdził Remigiusz Jezierski. Toteż "Niebiescy" po wyjściu na boisko i przywitaniu się ze swoimi kibicami, od razu rzucili się do ataku. Chorzowianie grali ładnie, a zarazem mądrze. Co z tego, jeśli akcje kończyły się spalonymi, faulami gospodarzy, bądź rzutami rożnymi, z których nic później nie wynikało.
W 24. minucie spotkania spełnił się najczarniejszy scenariusz. Śląsk objął prowadzenie. Adrian Pajączkowski podał piłkę do Tomasza Szewczuka, który w sytuacji "sam na sam" z Robertem Mioduszewskim strzelił między jego nogami. Była to pierwsza i jedyna godna uwagi akcja wrocławian. Od tego momentu rozpoczął się szturm "niebieskiej armii".
Próbowali chyba wszyscy, oczywiście oprócz Roberta Mioduszewskiego, który jednak głośno pokrzykując, pomagał kolegom z defensywy. Najczęściej swoich sił próbował Remigiusz Jezierski, lecz jego strzały zatrzymywały się albo w rękach Radosława Janukiewicza, albo jeszcze na obrońcach Śląska.
Druga połowa to znowu częste ataki "Niebieskich". W każdym z nich brakowało postawienia "kropki nad i". Tak było w 69. minucie, kiedy Krzysztof Nykiel minął wszystkich rywali, którzy tylko stanęli mu na drodze, ale jego podanie nie trafiło do żadnego z partnerów. Najdogodniejszą okazję do wyrównania miał Grażvydas Mikulenas. Po dośrodkowaniu z prawej strony, obrońca Śląska trącił piłkę głową, a ta minęła zmylonego golkipera i trafiła wprost pod nogi "Graży". Zaskoczony Litwin oddał strzał już w pozycji pół leżącej, a na trybunach słychać było tylko jęk zawodu.
W przeciągu całego spotkania podopieczni trenera Jana Żurka stworzyli sobie zaledwie jedną sytuację, ale potrafili ją skutecznie wykorzystać. - Lepiej grać piłkę brzydką i wygrywać, niż ładną i przegrywać. Jest to przykre, ale niestety taki jest futbol. Musimy się teraz uderzyć w piersi i wygrać z Sosnowcem, bo w tym meczu nic nie wchodzi w grę, oprócz zwycięstwa - skwitował smutny Ireneusz Adamski.
Śląsk Wrocław 1:0 (1:0) Ruch Chorzów
Bramka: Szewczuk 24'
Żółte kartki: Wójcik, Lasocki, Rudolf - Nykiel
Składy:
Śląsk: Janukiewicz - Kaczorowski (58' Rudolf), Wójcik, Pokorny, Lasocki - Szewczuk, Cap (46' Ulatowski), Sztylka, Pajączkowski (70' Wan) - Dudek, Imeh.
Ruch: Mioduszewski - Makuch (70' Łudziński), Baran, Adamski, Nykiel - Grzyb, Pulkowski, Sokołowski, Ćwielong (75' Janoszka) - Mikulenas, Jezierski.
Sędzia: Piotr Pielak (Mazowiecki ZPN)
Widzów: 7.000 (w tym około 600 kibiców Ruchu)