Najpierw Lechia, teraz Wisła. Dla Marka Zieńczuka drugie z rzędu ligowe spotkanie w barwach Ruchu będzie szczególne. W piątek znów przyjdzie mu zagrać przeciwko swojemu byłemu klubowi.
Zieńczuk w krakowskiej Wiśle spędził 5 lat. Z "Białą Gwiazdą" wywalczył 3 razy mistrzostwo Polski, a także rozgrywał spotkania Pucharu UEFA oraz Ligi Mistrzów. W sumie reprezentował Wisłę w 180 meczach. Jutro przyjdzie mu znów zagrać na obiekcie przy ul. Reymonta, ale już w barwach "Niebieskich". – Miło mi będzie znów wystąpić na tym stadionie, choć już w innej roli. Spędziłem tam wiele lat, więc mam do tego klubu duży sentyment – mówi Zieńczuk.
- W Krakowie nadal mam kolegów, choć niewielu ich już zostało. Jest może 5-6 zawodników, z którymi grałem. Wiodącymi postaciami są Radek Sobolewski i Patryk Małecki. Do tego dochodzi Maciek Żurawski, który grał ze mną pół roku. Jest jeszcze Wojtek Łobodziński, i Tomek Jisak, ale oni ostatnio za dużo nie grali – opowiada pomocnik "Niebieskich".
Zawodnik, który na co dzień mieszka w Krakowie, zaznacza że w piątkowy wieczór sentymenty odłoży na bok. - Na Reymonta już strzeliłem kiedyś bramkę (w barwach Amiki Wronki – red.) i chciałbym aby ten scenariusz się powtórzył. Wtedy co prawda przegrałem, a teraz jest szansa, by zdobyć komplet punktów. Czemu mielibyśmy z tego nie skorzystać? – zastanawia się Zieńczuk przywołując ostatni mecz Wisły z Podbeskidziem Bielsko-Biała.
"Górale" w pierwszym meczu ćwierćfinału Pucharu Polski pokonali we wtorek Wisłę na jej terenie 1:0.- To może działać na naszą korzyść, jak i niekorzyść. Po takich wpadkach mobilizacja będzie podwójna i z pewnością nie będzie rozprężenia. Ale Wisła to drużyna, która jest do ugryzienia. Zobaczymy jak się mecz ułoży – dodaje "Zieniu".
źródło: Niebiescy.pl