- Jak słyszę, że Piech był o centymetry od zakończenia - nazwijmy to - kariery, to jest przesada! To było zwykłe podcięcie, jak w podstawówce - twierdzi Bartłomiej Konieczny, zawodnik Podbeskidzia.
Po brutalnym faulu Koniecznego na Piechu środowy sparing Podbeskidzia z Ruchem został zakończony. Była wtedy 65 minuta spotkania. Zarówno trener Waldemar Fornalik, jak i Piech mówili później o wyjątkowym chamstwie graczy z Bielska-Białej. - Jakie chamstwo?! O czym oni w ogóle mówią? Sami wiedzą, jak się poszczególni gracze zachowywali. Oczywiście nie wszyscy, niektórych zawodników stamtąd lubię, trenera bardzo szanuję, ale "chamstwo" to słowo nie na miejscu. To była konsekwencja gry, nikt nikomu celowo nosa nie rozbijał. To jest męska gra, a i tak wszyscy wiedzą, że w lidze sędziowie sporadycznie karzą nas żółtymi czy czerwonymi kartkami - uważa Konieczny.
- Dużo myślę o całym tym zdarzeniu, cały czas towarzyszą mi emocje, bo to dopiero dzień od meczu. Oczywiście, trener miał do mnie pretensje, ale to nic dziwnego, bo sam je do siebie mam. Nie spodziewałem się, że zrobię coś takiego. Gdyby mi ktoś tak powiedział, to tylko bym się zaśmiał. Nawet koledzy się podśmiewają, że akurat mi się to zdarzyło. Ale gdy gdzieś słyszę, że Piech był o centymetry od zakończenia kariery - nazwijmy to karierą - to jest przesada. To było zwykłe podcięcie, tak jak się to robiło w podstawówce, żeby ktoś stracił równowagę. Chciałem po prostu przerwać tę akcję. Źle się zachowałem, biorę wszystko na siebie, przepraszam - zapewnia stoper bielszczan.
źródło: SportSlaski.pl / Niebiescy.pl