Działacze Ruchu zaproponują Wojciechowi Grzybowi nowy roczny kontrakt. Dariusz Smagorowicz, przewodniczący rady nadzorczej niebieskiej spółki chciałby jednak, żeby piłkarz powoli przyzwyczajał się już do roli... działacza.
Kontrakt 37-letniego pomocnika obowiązuje do końca sezonu. W klubie nie ukrywają jednak, że są zainteresowani przedłużeniem umowy. - Wojtek Grzyb zbyt wiele znaczy dla Ruchu, by rozstać się z nim już latem - mówi Smagorowicz. Sam Grzyb też jeszcze nie myśli o końcu kariery. - Stać mnie na co najmniej rok gry na poziomie ekstraklasy - zapewnia piłkarz, który od 1998 roku bronił barw trzech śląskich klubów: Ruchu Radzionków, Odry Wodzisław i Ruchu Chorzów.
Smagorowicz uważa, że wartość Grzyba dla klubu jest tak duża, że nie wolno z niego rezygnować nawet, gdy przestanie grać w piłkę. - Nowy kontrakt mógłby być pomostem między karierą piłkarza, a działacza. Szczegóły oczywiście do ustalenia - mówi.
Grzyb słyszał już o tej propozycji. - To bardzo miłe. Doceniam, że na Cichej są osoby, które chcą mi zaufać. Już teraz czuję się czasami jak ambasador "Niebieskich". Gdy klub organizuje spotkania z młodzieżą, to staram się nie odmawiać. Kibicom jest miło, gdy spotykają się z zawodnikami z Młodej Ekstraklasy, ale tak naprawdę chcą porozmawiać z piłkarzami z pierwszej drużyny. Pewnie, że myślę o tym co będę robił, gdy skończę grać w piłkę. Czy to jednak dobry pomysł, by dzielić swój czas między boisko, a pokoje działaczy, tego pewny nie jestem. Nie da się robić wszystkiego i robić to dobrze - uważa piłkarz, ale mimo wszystko nie odrzuca propozycji działaczy. - Jestem elastyczny - uśmiecha się.
Najbliższe losy piłkarza będą też ściśle związane ze sportową przyszłością żony Kingi Polenz. Para cieszy się na razie z narodzin córeczki, ale Polenz - reprezentantka Polski w piłce ręcznej - wkrótce pomyśli o powrocie do gry. - Optymalnie byłoby, gdyby tak jak Wojtek grała w Ruchu - mówi Smagorowicz. Grzyb zdradza, że działacze Ruchu już go pytali, czy żona nie chciałaby grać w Chorzowie.
- Po upadku Zgody Bielszowice Ruch to już ostatni klub piłki ręcznej w naszym regionie, który gra w najwyższej klasie rozgrywkowej. Fajnie byłoby, żeby ta drużyna wróciła do czasów, gdy liczyła się w walce o medale, a kibice prosto z meczu piłki ręcznej maszerowali na stadion piłkarski - uśmiecha się Grzyb, który nie wyklucza, że wyjedzie z żoną za granicę. - Były już zapytania, czy Kinga nie zdecydowałaby się na grę poza granicami kraju. Jak widać, znaków zapytania jest dużo. Na razie skupiam się na przygotowaniach do rundy rewanżowej, a na rozmyślanie o przyszłości przyjdzie jeszcze czas - kończy.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice / Niebiescy.pl