Marek Zieńczuk rozpoczął dziś treningi z Ruchem Chorzów. Popularny "Zieniu" kilka dni temu związał się z "Niebieskimi" półtorarocznym kontraktem. Na Cichą trafił z Lechii Gdańsk, w której spędził zaledwie jedną rundę. - W Gdańsku mieli inną wizję dotyczącą mojej osoby. Ja na to nie przystałem i dlatego zdecydowałem się odejść - wyjawia 32-letni pomocnik, który w Chorzowie ma nadzieję odbudować swoją dawną formę.
Z aklimatyzacją w nowym zespole zapewne nie miał pan żadnych problemów?
Marek Zieńczuk: - Na pewno jest to inna bajka, niż za granicą. Chłopcy znają mnie z boiska, nie jestem anonimową postacią. Atmosfera jest dobra, zostałem dobrze przyjęty. Pozostaje mi już tylko pracować i jak najlepiej reprezentować barwy Ruchu.
Kogo pan zna z zespołu "Niebieskich"?
- Z żadnym z zawodników nie miałem okazji grać w jednej drużynie. Najlepiej znam Ariela Jakubowskiego, który grał w Gdańsku i chyba stamtąd pochodzi.
Kiedy pojawił się temat pana przejścia do Ruchu Chorzów?
- Tego dokładnie nie pamiętam, ale to nie był długi okres przed podpisaniem kontraktu. Może to było trzy tygodnie temu? Długo się nad tym nie zastanawiałem, szybko doszliśmy do porozumienia i jestem z tego faktu bardzo zadowolony.
Dlaczego tak rzadko występował pan na boisku w ubiegłej rundzie?
- Trochę czasu zabrało mi dojście do pełnej sprawności po kontuzji, którą odniosłem w Grecji. Trener w Gdańsku nie chciał drastycznie przemeblowywać składu. Myślałem, że szybciej to wszystko wyjdzie, ale jednak - tak jak w przypadku innych zawodników - powrót do formy trochę mi zajął. Mam nadzieję, że okres przygotowawczy z Ruchem bardzo mi w tej kwestii pomoże.
Latem podpisał pan z Lechią roczny kontrakt. Dlaczego nie został więc pan w Gdańku na wiosnę?
- Był taki temat, ale rozmowy nie potoczyły się w dobrym kierunku. W Gdańsku mieli inną wizję dotyczącą mojej osoby. Ja na to nie przystałem i dlatego zdecydowałem się odejść. Jestem teraz piłkarzem Ruchu i chcę dla tego klubu jak najlepiej grać.
Czy pana odejście z Lechii było w jakimś stopniu spowodowane zeznaniami trenera Janusza Wójcika dotyczącymi afery korupcyjnej?
- Nie, absolutnie. Miałem tego nie dementować, bo to jest jeden wielki stek bzdur. Nie wiem czy te zeznania były składane pod wpływem alkoholu? Ja mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nigdy nie byłem w korupcję zamieszany i tematu, o którym mówi pan Wójcik, nie było. Dowodem na to jest fakt, że nigdy nie zostałem wezwany do prokuratury i chciałbym, aby prasa na tym się opierała, a nie na historiach science-fiction.
Rozmawiał: Robson (Niebiescy.pl)