Hokeiści Naprzodu Janów, piłkarze Ruchu Chorzów oraz zaproszeni goście po raz kolejny pokazali, jak można się dobrze bawić, a jednocześnie pomagać potrzebującym. – Cieszymy się, że w taki sposób możemy wspierać Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy – mówił z radością Wojciech Grzyb.
Mecz pomiędzy zaprzyjaźnionymi drużynami Naprzodu i Ruchu odbył się po raz czwarty. Postępy, jakie od pierwszego spotkania uczynili zawodnicy "Niebieskich" zadziwiły hokeistów z Janowa. - Z roku na rok wygląda to coraz lepiej. W pierwszej edycji Mariusz Śrutwa nie potrafił stać na nogach, a teraz zrobił takie postępy, że myślałem, że z dwie bramki strzeli – zachwalał Bogusław Dittrich, jeden z organizatorów meczu. – Dla mnie sukcesem jest to, że się dzisiaj nie wywróciłem! Za dwadzieścia lat może już będę umiał trafić na bramkę, a za trzydzieści – jak dożyję – to może zdobędę pierwsze trafienie – śmiał się Mariusz Śrutwa.
Z "Niebieskich" najlepiej na lodzie prezentował się oczywiście Wojciech Grzyb. Pomocnik Ruchu stwierdził kiedyś, że gdyby nie grał w piłkę, to zostałby hokeistą. I trudno w to nie wierzyć patrząc na to, w jaki sposób porusza się na łyżwach.
Najwięcej śmiechu wzbudzał z kolei Krzysztof Hanke. Popularny kabareciarz w trzeciej tercji chciał się... pobić z sędzią. Ostatecznie zamienił się z nim strojem i do końca meczu próbował prowadzić zawody. Jako, że nie za bardzo mu się to udawało, to ostatecznie wziął kij do ręki i zaczął podążać za krążkiem.
Na taflę lodu wyjechał także... Adlerek. Sympatyczna maskotka Ruchu Chorzów na lodowisku pojawiła się po raz pierwszy. Żółto-niebieski ptak całkiem sobie dobrze radził, choć nie udało mu się uniknąć kilku upadków.
Tego dnia na lodzie nie obowiązywały żadne reguły, a liczyła się przede wszystkim dobra zabawa, połączona z dużą dawką humoru. - Nikt nie zauważył ile padło bramek i kiedy one padały – uśmiechał się Mariusz Śrutwa.
Nikt, poza Grzegorzem Stasiakiem i Marcinem Janotą, którzy "czuwali" nad wynikiem spotkania. Zgodnie naliczyli oni 22 trafienia, co dało remis 11:11. - Przynajmniej trzy bramki dla nas nie padły, bo zostały dopisane w przerwie, jak nas nie było na lodowisku – śmiał się popularny "Grzybek". – Owszem, wynik jest trochę nagięty, ale dla Naprzodu też kilka bramek nie powinno paść, więc wychodzi na remis – dodawał Bogusław Dittrich.
Ale tak naprawdę wynik spotkania nie był istotny. - Najważniejsza była zabawa i cel dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – mówił Dittrich. – Graliśmy przede wszystkim dla dzieci, które już na początku swego życia zostały skrzywdzone przez los – wtórował Śrutwa.
- Nie wiem, jaki jest wynik zbiórki pieniężnej. Dowiemy się tego za jakiś czas. Myślę, że jest szansa, aby przebić kwotę z zeszłego roku. Niektóre licytacje szły naprawdę fajnie (koszulka i czapka Mariusza Czerkawskiego została wylicytowana za 1500 złotych – red.) Mam nadzieję, że ludzie hojnie wrzucali również do puszek – stwierdził Wojciech Grzyb.
Patrząc na ilość osób, która przybyła na sobotni mecz, o rekord można być spokojnym.- W zeszłym roku było chyba mniej ludzi. Dzisiaj, jak zauważyłem, hala była wypełniona do ostatniego miejsca. Bardzo mi się to podobało i cieszę się, że kibice Naprzodu i Ruchu wspomogli nas w tak ważnym dniu – powiedział Bogusław Dittrich.
Kibice dopingowali oba zespoły, a także stworzyli kilka opraw. W swoich prezentacjach wykorzystali balony, sreberka, flagi, zimne ognie, a nawet race. Działacze obu klubów byli zachwyceni atmosferą, która panowała na trybunach. - Fajnie, że to się wszystko zazębia. Parę lat temu ta współpraca między klubami tak nie wyglądała. Teraz jest inaczej, kibice się wspierają, a dodatkowo kluby w sferze marketingu też ze sobą współpracują – tłumaczy Dittrich.
źródło: Niebiescy.pl