"Krzysztof Pilarz był nie tylko bramkarzem, ale człowiekiem o niebieskim sercu" - tak o byłym golkiperze Ruchu pisze mama 8-letniego Kamila. Co takiego zrobił "Pilu"? Przekonacie się po przeczytaniu listu, który został przysłany do naszej redakcji. Zamieszczamy go poniżej:
"Zabrałam mojego syna na pierwszy mecz w 2008 roku. Oczywiście bardzo mu się podobało, bo jakby inaczej skoro to był mecz z Jagiellonią, gdzie Ruch wygrał 4:0 i praktyczne wtedy wszystko się zaczęło (no i zaraz trafił na stronę Niebiescy.pl). Mój syn po prostu zakochał się w KRZYSIU PILARZU! Potem poszło już wszystko bardzo szybko, zaczął trenować i oczywiście żadna inna pozycja nie wchodziła w grę jak pozycja bramkarza. Teraz nie tylko trenuje ze swoją drużyną, ale jeszcze dodatkowo chodzi na treningi bramkarskie i oczywiście numer na swojej koszulce ma nie inny jak 80.
Później już byliśmy na wszystkich meczach. Spotkania wyjazdowe oglądał w TV i obserwował swojego idola i wszystko było fajnie dopóki nie przeczytał na stronie, że Pan Krzysiu może odejść z Ruchu. Bardzo to przeżywał. Postanowił napisać do niego list. Widząc, jak to przeżywa, nie za bardzo byłam zadowolona z tego pomysłu, ponieważ nie chciałam, żeby spotkał go dodatkowy zawód, gdyby nie otrzymał odpowiedzi.
9 grudnia udaliśmy się do klubu i zostawiliśmy list i rysunek w kopercie zaadresowanej do Pana Krzysztofa. Nie byłoby w tym dziwnego, ale list napisał 8-latek. Zajęło mu to blisko 9 godzin, więc trochę trudu w to włożył. Niedługo trzeba było czekać na reakcję i tuż przed Świętami zadzwonił telefon z Ruchu, że Pan Krzysiu w ramach podziękowania za list zostawił Kamilowi swoją koszulkę z autografem. W domu było wielkie zachwycenie. Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam u mojego syna tak wielkich oczu z zachwytu. Potem były łzy wzruszenia, a potem smutku, że już nie przybije z nim "piątki" po meczu.
Oczywiście koszulka będzie wisiała nad łóżkiem i tu nie było się nad czym zastanawiać. Problem pojawił się wówczas, gdy syn postanowił napisać jeszcze jeden list z podziękowaniem, bo teraz nie jest takie proste podjechać i dostarczyć go do klubu. Ja ze swojej strony również bardzo chciałam podziękować, bo przecież wcale nie musiał tego robić, ale zrobił i po tym właśnie poznaje się wielkich ludzi. Dla niego jedna z wielu koszulek, a dla takiego małego szkraba największy skarb w życiu. Nie potrafię tego ubrać w jakieś piękne i wielkie słowa, ale DZIĘKUJĘ. Może za Państwa pośrednictwem będziemy mogli podziękować Panu Krzysiowi i pokazać, że nie był tylko bramkarzem, ale niezwykłym człowiekiem o niebieskim sercu.
Z poważaniem,
Wioletta Adaszyńska"
źródło: Niebiescy.pl