- Mam kilka nowych pomysłów odnośnie ustawienia zespołu - zdradza na łamach "Sportu" szkoleniowiec chorzowskiego Ruchu, Waldemar Fornalik, przyznając, że "Niebiescy" zamierzają wiosną poprawić swoją pozycję w tabeli. Nadzieje trener Ruchu pokłada w Sebastianie Olszarze, który - po odniesionej jesienią kontuzji - ma w nowym roku pokazać na co go tak naprawdę stać.
14 miejsce po jesieni może pana zdaniem rzutować na ocenę kończącego się roku?
Waldemar Fornalik: - Ciągle będę podkreślał, że u nas liczy się ostatnie wrażenie, a nie ocena wszystkich 12 miesięcy. Dlatego patrząc przez pryzmat 14 miejsca w tabeli, to nie wygląda to za ciekawie. Ja jednak zachęcam także do spojrzenia z perspektywy, ile punktów mamy do zespołów z górnej połówki tabeli. Z perspektywy całego roku uważam, że był to bardzo dobry okres dla Ruchu. W sferze organizacyjnej klub wyszedł na prostą, sportowo osiągnęliśmy najlepszy wynik od dekady. Trzecie miejsce umożliwiło nam zderzenie się z Europą, która jest bardzo wymagająca, ale uważam, że w europejskich pucharach pokazaliśmy się na miarę naszych możliwości i jednocześnie uświadomiliśmy sobie, że chcąc skutecznie rywalizować na międzynarodowych arenach zespół musi być sukcesywnie wzmacniany 2-3 zawodnikami, a skład uzupełniony po tych, którzy odchodzą.
Zamiast tego z drużyny odeszli tej miary grajkowie, jak Grzegorz Baran, Andrzej Niedzielan, Artur Sobiech. Czy te osłabienia zaważyły głównie na waszej postawie jesienią?
- Oczywiście slogany mówią o tym, że dobry trener musi radzić sobie w każdej sytuacji, ale jak trudno zastąpić duet zawodników, który zdobywa w sezonie 17 bramek, pokazały zwłaszcza pierwsze mecze. Ponadto ze względu na udział w Lidze Europy nasze przygotowania do sezonu nie były normalne, w dodatku na starcie rozgrywek graliśmy głównie na obcych boiskach. W rundzie rewanżowej na początku trzykrotnie zagramy u siebie i to powinno być naszym handicupem.
Zimą odchodzi z zespołu reprezentant Polski Maciej Sadlok. To kolejne spore osłabienie zespołu.
- Ale dojdzie bardzo dobry Serb Żeljko Djokić i Marek Szyndrowski. W tyłach akurat powinniśmy sobie poradzić.
Za to myślenie o ataku zapewne spędza panu sen z powiek. Młody Maciej Jankowski zapewne sam ciężaru gry do przodu nie uniesie.
- Czytałem ostatnio w Sporcie wypowiedź jednego z klubowych działaczy, że mamy ponad półtora miliona złotych na transfer napastnika. Jeśli tak, to mam przemyślenia, jak dobrze wydać te pieniądze.
A poważnie?
- Bardzo liczę na Olszara. Jeden z głównych krytykantów naszych wszelkich poczynań, którego nazwisko zachowam dla siebie, skrytykował Olszara już po kilku występach. Sebastianowi najbardziej się oberwało, lecz ja bym się wstrzymał z jego ocenami. Ja w niego wierzę, jestem przekonany, że wiosną pokaże na co go stać. Tym bardziej, że mam kilka nowych pomysłów odnośnie ustawienia zespołu.
Największe pretensje były do systemu 4-5-1 zespołu, który zdecydowanie preferował pan jesienią.
- Wiosną ono zdawało egzamin, ale OK, niech będzie, że była to wówczas kwestia wykonawców, jakich miałem w zespole. Dlatego teraz będziemy szlifowali ustawienia 4-3-3 oraz 4-4-2, jeżeli do tego drugiego systemu znajdę wykonawców.
Tak grają Hiszpanie, a pan jest zdaje się wielkim admiratorem hiszpańskiego futbolu?
- Oglądałem ostatnio mecz Barcelona - Espanol, było to kapitalne widowisko. Po tym spotkaniu przełączyłem się szybko na mecz Milan - Roma i te dwie ligi, to były dwa inne światy. Włochom brakuje tego błysku, którzy mają Hiszpanie, bo to dziś Hiszpanie dyktują warunki, a ich totalny futbol ucieka od wszelkich schematów. Tam nawet Messi cofa się, gdy tego wymaga dobro zespołu. Więc biorąc nawet poprawkę na polskie realia, to chciałbym rzeczywiście, by Ruch też prezentował taką nowoczesną, waleczną i skuteczną piłkę. Najlepiej od pierwszego wiosennego meczu, bo start jest szalenie ważny. A my chcemy szybko piąć się w górę tabeli, byśmy po kilku kolejkach nie musieli nerwowo oglądać się za siebie, a mogli prezentować to, na co naprawdę nas stać.
Rozmawiał: Zbigniew Cieńciała (Sport)