W przyszłej rundzie Maciej Sadlok nie zagra w Ruchu Chorzów. Z jego umiejętności korzystać będzie od tej pory Polonia Warszawa. Klub ze stolicy latem wykupił reprezentacyjnego obrońcę za 2,7 miliona złotych. Popularny "Sadloczek" żegna się z Cichą po 4 latach. W rozmowach z "Gazetą Wyborczą" oraz "Przeglądem Sportowym" 21-letni zawodnik opowiada m.in. o czasie spędzonym w Chorzowie, przejściu do "Czarnych Koszul" czy marzeniach związanych z Mistrzostwami Europy.
MACIEJ SADLOK
O swoim pierwszym dniu w Ruchu:
- Zdenerwowanie, niepewność. Na początku to były tylko testy. Nie wszedłem nawet do szatni pierwszej drużyny. Na Cichej był wtedy taki pokój, w którym przebierali się nowi zawodnicy. Pamiętam, że razem ze mną o kontrakty walczyli także Matko Perdijić i Remigiusz Jezierski. Przepraszam chłopaki, ale wtedy nawet nie wiedziałem kim jesteście (śmiech). Myślę, że mogłem wtedy uchodzić za milczka. Prawie z nikim nie rozmawiałem, albo mówiłem mało. Jak się ma 17 lat, to jednak przede wszystkim się słucha. Nosiłem więc piłki, bramki i inne rzeczy potrzebne do treningu. Co ciekawe, podczas pierwszego zgrupowania zapomniano o "chrzcie" nowych, więc mi się upiekło.
O swoim debiucie w Ruchu:
- Dzień przed meczem Dusan Radolsky zachowywał się jednak tak, jakby chciał postawić na innych. Może zrobił to specjalnie, bo chciał mi oszczędzić stresu? Zagrałem, wygraliśmy 4:1, a ja pytałem siebie - I co? Już po wszystkim? Tak szybko? Czułem taką moc i radość, że mogłem góry przenosić. Potem jednak szybko usiadłem na ławce rezerwowych i przypomniałem sobie, że przede mną jeszcze daleka droga.
O swoim pierwszym golu dla Ruchu:
- Poczułem wtedy ulgę. Wiedziałem, że mój czas w Chorzowie dobiega końca, a bardzo nie chciałem żegnać się z Cichą z zerem na koncie. Gol w meczu z Cracovią był trochę przypadkowy, Marcin Cabaj na pewno mógł zachować się lepiej. Jakie to jednak teraz ma znaczenie? Ten gol to także nagroda za moją ofensywną grę na boku obrony (śmiech).
O przejściu do Polonii Warszawa:
- Sytuacja z lata była specyficzna. Na transferze bardziej zależało działaczom Ruchu, którzy chcieli zarobić, niż mnie. Ja byłem w rozterce. Kilkanaście dni wcześniej przedłużyłem umowę z Ruchem, a potem kupiłem nowe mieszkanie. Nastawiłem się, że do końca sezonu będę grał na Cichej. Dobrze się stało, że po podpisaniu umowy, zostałem na pół roku wypożyczony do Ruchu. Dzięki temu dostałem kilka miesięcy na oswojenie się z nową sytuacją. Sportowo na przejściu do Polonii mogę zyskać, ale teraz, kiedy żegnam się z tymi wszystkimi ludźmi w Ruchu, jeszcze mocniej dociera do mnie, jak wiele tracę. Świetnie się w Chorzowie czułem i zerwanie tych więzów nie jest łatwe. Pocieszam się, że w Polonii będę miał swój mały Ruch, bo są tam już Artur Sobiech i Tomek Brzyski.
O możliwości przejścia do angielskiego Fulham dwa lata temu:
- Coś mi mówi, że gdybym wtedy wyjechał z Polski to bym przepadł. To nie jest tak, że brakuje mi wiary w swoje umiejętności. Byłem wtedy zielony. Niemal zerowe doświadczenie, bariera językowa. To powodowało, że sam ograniczałem swoje szanse. Oczywiście - mogłem grać jak z nut, zachwycić miejscowych i cieszyć z wielkich meczów w najlepszej lidze świata. Bardziej realny scenariusz był jednak taki, że trafię do rezerw, potem na wypożyczenie i stanę się jednym z wielu piłkarskich wyrobników.
O marzeniach związanych z grą na EURO 2012:
- Teraz, gdy myślę o reprezentacji, to widzę też i siebie. Gdybym powiedział, że nie marzę o grze podczas mistrzostw Europy, rozgrywanych na polskich boiskach, to musiałbym skłamać. Z drugiej strony nie mogę przecież żyć tylko tym, bo to byłoby nieprawdziwe i nieskromne. Droga do Euro jest długa i kręta.
» Więcej w rozmowie z Maciejem Sadlokiem w Gazecie Wyborczej
Opracowano na podstawie: Gazeta Wyborcza Katowice, Przegląd Sportowy
Niebiescy.pl