Matko Perdijić, to całkiem nowa twarz w naszej drużynie. Urodził się 26 maja 1982 roku w Splicie. Karierę rozpoczynał w NK Mosor Žrnovnica. Tam spędził 4 sezony. Następnie przeniósł się do wielkiego Hajduka Split. Tam grał obok Niko Kranjcara, Ivana Leko, Vlatko Djolongi i Tomislava Rukaviny, czyli reprezentantów Chorwacji. Ostanie dwa lata spędził w HNK Sibenik i NK GOSK Dubrownik. Udało nam się porozmawiać z 24-letnim Chorwatem. Dotychczas twierdzono, że jest największą zagadką Niebieskich. My ją rozwiązaliśmy. Zaskoczył nas próbami porozumiewania się po polsku, które w niektórych częściach konwersacji wydawały się bardzo zabawne.
- Matko, co sądzisz o nowym klubie?
- Wszystkiego najlepszego (rozpoczął w języku polskim).
- Jak myślisz, czy już niedługo będziemy mogli cię oglądać między słupkami?
- Mam taką nadzieję. Wszystko zależy od trenera i jego asystentów.
- Jak układają się relacje z resztą drużyny, no i Twoimi konkurentami do bramki - Sebastianem Nowakiem i Robertem Mioduszewskim?
- Cała drużyna to bardzo dobre chłopaki. Seba i Robert to świetni bramkarze, ale podkreślam, że nie przyjechałem do Polski na wczasy.
- Gdybyś porównał chorwacką ekstraklasę z drugą ligą w Polsce, to gdzie umieściłbyś Ruch Chorzów?
- Gdyby "Niebiescy" występowali w chorwackiej I lidze zapewne zajęliby miejsce w połowie tabeli. Może nawet wyżej. Myślę, że mogliby powalczyć o 5 miejsce. Trochę im brakuje do drużyn takich jak Hajduk Split, NK Zagrzeb, Dynamo Zagrzeb czy też HNK Rijeka.
- A jak kibice?
- Zrobili na mnie duże wrażenie. Są naprawdę ekstra. Tak samo żywiołowi jak Torcida ze Splitu.
- Jak Ci się podoba życie w Polsce?
- Jeśli chodzi o jedzenie to powoli się przyzwyczajam. Jestem tutaj już dwa miesiące. Trochę doskwierało mi zimno. W mojej Chorwacji jest teraz ponad 15 stopni.
- Nauka polskiego idzie Ci dobrze...
- No, tak, bo nie różni się dużo od chorwackiego. Bardzo dużo rozumiem, gorzej jest jednak z wysławianiem się.