W czwartek w katowickim sądzie apelacyjnym odbyła się rozprawa, której wynik może zaważyć na przyszłości klubu. Chodzi o niechciany dług wobec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, który powstał, gdy klubem zarządzało stowarzyszenie - to około trzech milionów złotych.
Początkowo wydawało się, że ta kwota obciąży konta osób, które przed laty zarządzały Ruchem. Padały nazwiska Krystiana Rogali, Waltera Sklepowicza, Edmunda Nawrockiego, Jerzego Bębenka i Krzysztofa Grudzińskiego. Potem jednak decyzja sądu uchroniła wymienione osoby od obowiązku spłaty długu. ZUS zwrócił się więc po swoje do Ruchu. "Niebieskim" groziło, że klubowe konta zajmie komornik. Do tego na szczęście nie doszło. Ta sprawa jest zawieszona. Sąd apelacyjny ponownie zajął się w czwartek byłymi członkami zarządu stowarzyszenia, którzy kwestionują, że to oni odpowiadają za zobowiązania należne ZUS-owi. Wyrok w tej sprawie ma zapaść 9 grudnia.
To nie musi być koniec problemów finansowych "Niebieskich". Działacze zapowiedzieli, że ani myślą płacić piłkarzom, których roszczenia wykraczają poza zapisy aktu notarialnego. Dokument precyzował długi w chwili, gdy spółka przejmowała klub od stowarzyszenia. Na Cichej obawiają się, że jeżeli ulegną, zaraz wyleje się potok roszczeń kolejnych piłkarzy, których nie brakuje.
Z redakcją Gazety Wyborczej skontaktowała się osoba, która twierdzi, że problemem, jaki dosięgnie Ruch, będzie też podatek od sum, które spółka już przelała na konta wierzycieli. - Pamiętam, że dyskusja na ten temat już się w klubie toczyła. Każdą sprawę trzeba rozpatrywać oddzielnie i opierając się na dokumentach, ale nie sądzę, żeby to był realny problem - mówi Dariusz Smagorowicz, przewodniczący rady nadzorczej "Niebieskiej" spółki.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice