Skandalicznym zachowaniem wrocławian podczas sobotniego meczu Śląska z Ruchem zajmie się w środę Komisja Ligi Ekstraklasy SA. Gospodarze mogą spodziewać się kary finansowej, ale raczej nikt nie zwróci chorzowianom straconych punktów. - Wyślemy do pismo, bo to było zachowanie niegodne klubu ekstraklasy - zapowiedział dyrektor Ruchu Mirosław Mosór. Chodzi o umyślne wrzucenie na plac gry drugiej piłki w momencie, gdy z dobrze zapowiadającą akcją wychodzili "Niebiescy" w końcówce meczu.
Komisja Ligi zajmie się wydarzeniami z Wrocławia na swoim najbliższym posiedzeniu. - Sytuacja z 90. minuty meczu Śląska z Ruchem będzie w środę przedmiotem naszego postępowania - stwierdził Adrian Skubis, rzecznik prasowy Ekstraklasy SA. - To było zdarzenie, nad którym z pewnością trzeba się pochylić, bo nie miało ono nic wspólnego z duchem sportu. Obecnie jesteśmy na etapie zbierania materiałów dotyczących tej sytuacji. Być może poprosimy też o dodatkowe wyjaśnienia gospodarza spotkania, czyli Śląsk Wrocław.
Chorzowianie nie mają jednak złudzeń, że wynik meczu, który padł na boisku, mógłby zostać przez Komisję Ligi zweryfikowany. - Nie spodziewamy się przyznania nam walkoweru, bo tak naprawdę nie ma ku temu podstaw. Nikt nie ma przecież pewności, czy po tej akcji udałoby się nam doprowadzić do wyrównania - powiedział dyrektor Mosór.
Śląsk może zatem spodziewać się co najwyżej kary finansowej. Nie wiadomo natomiast czy ukarany zostanie Vuk Sotirović oskarżany przez graczy Niebieskich o wkopnięcie na boisko drugiej piłki. Sotirović jednak głośno zaprzecza tym oskarżeniom i zapewnia, że nie ma pojęcia, jak piłka znalazła się na boisku. - Obraz telewizyjny zarejestrował tylko moment, w którym druga piłka pojawiła się na boisku. Żadna z kamer nie pokazuje jednak osoby, która to zrobiła, więc udowodnienie komuś winy będzie bardzo trudne - stwierdził rzecznik Skubis.
źródło: Dziennik Zachodni / Niebiescy.pl