Koncepcja przebudowy chorzowskiego stadionu przy ulicy Cichej zakłada likwidację krytej trybuny. - To tak, jakby paryżanie zezwolili na wyburzenie wieży Eiffla - oburza się jeden z historyków. Czy jeden z najważniejszych symboli klubu można jeszcze uratować? To pytanie stawia katowicka Gazeta Wyborcza, my zaś temat ten poruszymy w naszej najnowszej sondzie.
Na problem z krytą trybuną zwrócili Gazecie Wyborczej uwagę sympatycy chorzowskiego klubu. - Zerknijcie do planów przebudowy stadionu miejskiego w Chorzowie. Program funkcjonalno-użytkowy, punkt 3., etap V - zachęcali. Zapis rzeczywiście nie pozostawia wątpliwości: "likwidacja obecnej trybuny głównej i sektora 1., zadaszenia i obecnego budynku administracyjnego oraz budowa nowej trybuny głównej (koncepcja w ramach przedmiotu zamówienia, projekt w osobnym postępowaniu projektowym)". - Straciliśmy już Omegę, teraz podnosi się rękę na trybunę. W pogoni za nowoczesnością zapomina się o fundamentach, na których budowano potęgę tego klubu - mówi kibic, który skontaktował się z katowicką redakcją Gazety Wyborczej.
Trybuna na Cichej to rzeczywiście niezwykła konstrukcja. Słynie z tego, że była pierwszą w Europie zbudowaną bez słupów podtrzymujących dach. Dzięki temu od 1937 roku nic nie ogranicza pola widzenia kibiców. Jej projektantem był inżynier Dic z Huty Królewskiej. Co ciekawe, początkowo miało ją kupić Wielkopolskie Towarzystwo Wyścigów Konnych. Rozmyśliło się jednak, a z okazji skorzystała gmina Hajduki Wielkie, która nabyła ją podczas Międzynarodowych Targów Poznańskich.
Kibice, którzy oglądali z niej mecze piłkarzy Ruchu, chwalili sobie nie tylko znakomitą widoczność, lecz także... akustykę. Odgłos stóp uderzających o drewnianą konstrukcję przyprawiał bowiem piłkarzy drużyn przeciwnych o szybsze bicie serca. W połowie lat 90. groziło jej zamknięcie. Okazało się, że pod siedziskami znajduje się pół metra papierosowych petów, które przez kilkadziesiąt lat nawrzucali tam kibice Ruchu. Dzięki pieniądzom z transferów Romana Dąbrowskiego i Piotra Mosóra udało się przeprowadzić remont. Śmieci uprzątnięto, a stare krzesełka zastąpiły tramwajowe siedziska z chorzowskiego Konstalu.
Plany likwidacji trybuny oburzają nie tylko kibiców. Historyk Andrzej Godoj, który przygotował w tym roku wystawę z okazji jubileuszu 90-lecia niebieskich, kwituje krótko, że to "barbarzyństwo". - Ona musi zostać! Najłatwiej powiedzieć: "Zburzyć tę staroć!". Tak nie można. Przecież to nasze dziedzictwo. Ta trybuna powinna się znaleźć na śląskim Szlaku Zabytków Techniki. To tak, jakby paryżanie zezwolili na wyburzenie wieży Eiffla - podnosi głos Godoj, którego wciąż denerwuje los, który spotkał Omegę. - Zastąpili ją jakąś chińską tandetą, na której i tak nic nie widać - kręci głową.
Plany nie muszą jeszcze oznaczać ich realizacji. Przypomina o tym Henryk Wieczorek, przewodniczący Rady Miasta w Chorzowie. - Jestem za tym, żeby trybuna została. Nie potrafię jednak w stu procentach przesądzić, że tak się stanie. Rozmawiamy na ten temat także z miejskim konserwatorem zabytków, żeby znaleźć najlepsze rozwiązanie - podkreśla Wieczorek, były reprezentant Polski w piłce nożnej. Henryk Mercik, miejski konserwator zabytków w Chorzowie, przypomina, że trybuna była wielkim osiągnięciem technicznym i świadczyła o "architektonicznej awangardzie" Chorzowa. - Jestem za ocaleniem trybuny, ale tak naprawdę o jej przyszłości zadecyduje świadomość chorzowian. Zabytki sportowe niestety odchodzą w zapomnienie, gdyż ciężko im sprostać wymogom naszych czasów. Są jednak wyjątki, jak chociażby Hala Ludowa we Wrocławiu, która została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Sympatycy Ruchu muszą pamiętać, że nie da się budować historii na podstawie zdjęć, wycinków z gazet i kibicowskich przyśpiewek. Dziedzictwo musi stać na dwóch nogach. Najlepiej tak mocnych jak trybuna z Cichej - mówi Mercik.
Co w takim razie zrobić z historyczną trybuną? Godoj odwołuje się do przykładu Borussii Dortmund. - Gdy powstawał nowy Westfalenstadion, dobudowano go do starej trybuny. Ta przylega teraz do boiska treningowego i wciąż służy kibicom. Trybunę można też przenieść. Żyjemy w czasach, gdy miejsce zmieniają nawet 700-tonowe bunkry. Trzeba tylko chcieć - mówi. Mercik: - Teoretycznie możliwe jest wkomponowanie trybuny w nowy stadion. Sam jestem ciekaw, jak by to wyglądało. Obawiam się jednak, że wyszedłby z tego architektoniczny bigos - mówi architekt, który optuje jednak za przeniesieniem. - Nie wiem, czy miasto stać na taką operację - zastanawia się Wieczorek. - Jej pozostawienie też jest wątpliwe. Przecież zaraz podniosą się głosy, że nie spełnia wymogów bezpieczeństwa - dodaje. - Koszty przeniesienia nie będą małe, ale czy warto oszczędzać? Nie można wszystkiego przeliczać na pieniądze, bo kolejne zabytki skończą na złomowisku - mówi Mercik. Według Godoja stara trybuna to wymarzone miejsce na klubowe muzeum. - Już widzę te bogate ekspozycje. Szatnie, w których zwiedzający będzie mógł poczuć się jak piłkarz. Ruch ma w rękach niezwykły skarb. Nie pozwólmy zniszczyć takiej perełki w imię pseudonowoczesności! To byłby jakiś absurd - irytuje się historyk.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
Marco FC Katowice
[email protected]