W Ruchu Chorzów spędził łącznie cztery lata, jednak teraz reprezentuje barwy warszawskiej Polonii i w sobotę za wszelką cenę chciał strzelić bramkę swojej byłej drużynie. Ta sztuka udała mu się dwa razy, a na dodatek zaliczył asystę przy golu Euzebiusza Smolarka. 20-letni Artur Sobiech, który w nieco kontrowersyjny sposób rozstał się "Niebieskimi", mocno przypomniał się więc swoim dawnym kolegom.
- To nie było dla nas łatwe spotkanie. W pierwszej połowie nie graliśmy dobrze, ale mimo to mieliśmy kilka okazji do zdobycia gola. Po przerwie na boisko wyszedł już całkiem inny zespół i pokazaliśmy to na boisku. Zdominowaliśmy Ruch i zdobyliśmy trzy bramki. Chciałem się pokazać w meczu przeciwko swojej byłej drużynie. Na pewno w jakimś stopniu pomogło mi to, że znam chorzowskich piłkarzy. Dzięki temu wiedziałem, jak obrońcy zachowują się w defensywie. Swoimi radami służyłem też trenerom, którzy mieli do mnie kilka pytań - przyznał "Abdul".
Kiedy Sobiech odchodził z Ruchu, w mediach aż huczało. Doszło wręcz do małej wojny między samym piłkarzem, a działaczami. Młody napastnik zarzucił włodarzom klubu, że ci oszukali go, informując, że jadą do telewizji, a nie na rozmowy z właścicielem Polonii Warszawa, Józefem Wojciechowskim. Działacze prezentowali jednak odmienne zdanie i byli rozczarowani postawą Sobiecha. - Niestety wokół Artura pojawiło się wielu doradców, a żaden z nich nie powiedział mu, że na pożegnanie mówi się chociaż "dziękuję" - mówił wówczas dyrektor Mirosław Mosór. Swoją opinię wyraził wtedy także trener Waldemar Fornalik: - Nie można wypowiadać się tak o klubie, który go wypromował i któremu wiele zawdzięcza. Artur zabłądził i jestem strasznie rozczarowany jego postawą.
» Przeczytaj relację z meczu z Polonią Warszawa
Jak Artur Sobiech po czasie patrzy na swoje rozstanie z Ruchem Chorzów? - To nie było do końca dobre pożegnanie. Myślałem, że odbędzie się to w lepszych nastrojach z działaczami. Ja jednak nie mam sobie nic do zarzucenia - stwierdził po wczorajszym meczu Sobiech, który zapytany o to, czy nie obawia się przyjęcia przez kibiców na wiosnę na Cichej, odpowiedział: - Nie. Jak mnie przyjmą, tak przyjmą. W Chorzowie byli świetni kibice i nawet nie było okazji, żeby to podkreślić. Z działaczami była toczona mała wojna w prasie, ale było, minęło. Nie chcę tego rozpamiętywać. Sentyment do Ruchu pozostaje, szczególnie do kibiców, którzy zawsze dopisywali. Teraz jestem jednak w Polonii i staram się grać dla tego klubu jak najlepiej.
źródło: Niebiescy.pl