"Niebieskie chachary" mogą podbić kibicowską Europę. Wszystko dzięki przyjaźni kibiców Ruchu i Atletico Madryt.
Prace nad dokumentem, który ma ukazać fenomen Ruchu i jego fanów, trwają już ponad dwa lata. Premierę zapowiadano już kilka razy, ale do finalizacji projektu wciąż daleko. Cezary Grzesiuk, filmowiec, który podjął się zadania, nie ukrywa, że problemem jest brak pieniędzy. - Nie chcę firmować amatorszczyzny. Myślę o rozpowszechnianiu filmu w kinach, dźwięku surround, muzyce napisanej specjalnie do tego dokumentu. Żeby zamknąć produkcję, potrzeba około 150 tysięcy złotych - wylicza Grzesiuk, który czuje się bezradny. - Zwróciłem się o wsparcie do wielu firm i instytucji. Zero odzewu. Ja wiem, że temat jest kontrowersyjny. Tu nie chodzi jednak o gloryfikację kibicowskiego życia, tylko o opis zjawiska. Niezwykłego zjawiska - zapala się Grzesiuk, który ma nadzieję, że film uda się ukończyć dzięki pieniądzom... z Hiszpanii!
Wszystko dzięki przyjaźni fanów Ruchu i Atletico. Grzesiuk zaskoczony skalą zjawiska stwierdził, że jego film nie będzie pełny, jeżeli zabraknie w nim wątku o niecodziennej zgodzie sympatyków. Pojechał z chorzowskimi kibicami do Madrytu. - To, co zobaczyłem na miejscu, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Ta przyjaźń nie rozgrywa się na monitorach komputerów. Jest prawdziwa jak ludzie, którzy o niej świadczą. Rdzenni Hiszpanie zdzierają gardła za Ruch. Niezwykłe - opowiada Grzesiuk. Fanom Atletico spodobała się idea udokumentowania polsko-hiszpańskiej przyjaźni.
- Podeszli do tego pomysłu z entuzjazmem, ale i z rezerwą. Obawiają się treści, jakie mogłyby się ukazać w filmie. Kary za chuligańskie wybryki są w Hiszpanii bardzo dotkliwe. Pamiętam, jak pokazano mi bilet na mecz, na którym nadrukowano taryfikator kar. Były i takie "warte" 65 tysięcy euro - wspomina Grzesiuk, który mimo wszystko wierzy, że uda się doprowadzić do madryckiej premiery filmu.
- Bardzo tego chcę, tak jak i kibice obu klubów. Pokazałem Hiszpanom materiał, który już udało się skręcić. Byli w szoku, że przyjaźń opuściła stadion i przeniosła się na chorzowskie ulice. Mury z wymalowanymi napisami "Atletico" zrobiły na nich wielkie wrażenie - mówi Grzesiuk, który nie ukrywa, że madrycka premiera może być szansą na zakończenie produkcji. - Współwłaściciel Atletico jest jednym z największych producentów filmowych w Hiszpanii. Z takim wsparciem ukończenie filmu byłoby formalnością - mówi Grzesiuk, który wierzy, że dokument będzie miał swoją premierę w maju przyszłego roku.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice