Chorzowscy piłkarze w dotychczasowych jedenastu ligowych spotkaniach strzelili zaledwie dziewięć bramek. W analogicznym okresie poprzedniego sezonu na koncie zespołu z ulicy Cichej było 14 trafień i aż 25 punktów przy trzynastu "oczkach" zdobytych w bieżących rozgrywkach. - Martwi mnie gra tego klubu - nie ukrywa Jan Benigier.
- Ruch zawsze miał swój styl gry, oparty na szybkiej wymianie piłek i przede wszystkim grze do przodu. Napastnicy zawsze słynęli z tego, że są szybcy i zdecydowani pod bramką przeciwnika. Tacy byli również Sobiech i Niedzielan. Teraz napastnika ich pokroju nie ma w drużynie Ruchu. Napastnik powinien grać zwrócony twarzą do bramki przeciwnika, a nie tyłem do niej i jeszcze wracać po piłkę do środka boiska. System 38 podań - a może nawet więcej - tylko po to, żeby utrzymać się przy piłce, do niczego nie prowadzi. A trudno żeby sympatyk klubu był zadowolony z bramkowych remisów - mówi Benigier, który trzykrotnie wywalczył z "Niebieskimi" mistrzostwo Polski.
- Kibiców przez lata przyzwyczajono do czegoś innego. Zastanawiam się jeszcze, dlaczego Ruch nie sięga po zawodników z okolicznych klubów? Wystarczyłoby przyjrzeć się chłopakom z roczników 1991, 1992, czy nawet 1993, grających obecnie w reprezentacji Śląska. Nie wiem, co robią trenerzy w Młodej Ekstraklasie, ale powinni zainteresować się takimi zawodnikami. I jeszcze jedno - tak jak zrobiono to w Lechu - przydałby się trener pracujący wyłącznie z napastnikami. To gra warta świeczki, bo na bramkostrzelnych napastników zawsze przychodzą tłumy kibiców - zaznacza Benigier.
źródło: Sport / Niebiescy.pl
fot. allianz.pl