Mariusz Śrutwa, mniejszościowy akcjonariusz Ruchu Chorzów SA twierdzi, że otrzymał odpowiedź tylko na trzy pytania z kilkunastu, jakie skierował do zarządu klubu. Czy zarząd nie był jednak zobowiązany odpowiedzieć mu na wszystkie jego pytania?
Marcin Wojcieszak - Do uzyskania wszelkich informacji, a także do wglądu do dokumentów spółki, upoważnieni są wyłącznie przedstawiciele Rady Nadzorczej działający na jej posiedzeniach. To wynika z Kodeksu Spółek Handlowych.
Czy oznacza to, że Śrutwa nie orientuje się w przepisach?
- By lepiej to zrozumieć możemy pofantazjować trochę. Czy jeśli zwykły Kowalski kupi sobie akcje jakiegoś banku czy też McDonalda, to otrzyma wgląd do dokumentacji owego banku, będzie miał wpływ na jego politykę lub zajrzy do kieszeni prezesów sieci McDonald’s? Albo jeśli ktoś kupi sobie akcje LOT-u, to będzie informowany, ile zarabia prezes LOT-u, ile LOT planuje kupić wózków widłowych, itd.? Nie! Pan Mariusz nie może nawet uzyskać informacji, jakiego zawodnika, i przede wszystkim, za ile klub zamierza sprowadzić lub jakiego zawodnika i za ile zarząd zamierza wytransferować do innego klubu. Bo zakładając, że w trakcie negocjacji wyszłyby na jaw informacje o wartości transakcji, a potem trafiłyby one do konkurencji, która przebiłaby wartość kwot negocjowanych przez spółkę, to nastąpiłoby ewidentne działanie na szkodę spółki. Zatem nikt poza Radą Nadzorczą nie może uzyskać jakichkolwiek danych przed upublicznieniem ich przez zarząd, zaś udzielanie informacji komuś innemu, niż członkom Rady Nadzorczej, jest bezprawne.
Co grozi zarządowi, który złamie przepisy?
- Odpowiedzialność odszkodowawcza wobec spółki wynikająca z Kodeksu Handlowego, a jeśli zarząd ujawni tajemnicę handlową – odpowiedzialność karna.
Czy zarząd mógł skasować "pod stołem" jakieś pieniądze za transfery Artura Sobiecha i Macieja Sadloka, bo i takie plotki są rozsiewane „na mieście”?
- Proszę nie żartować. Przecież to jest bardzo poważne przestępstwo ścigane z Kodeksu Karnego. Zarząd obejmuje tajemnica handlowa, więc nie może ujawniać faktur danych dotyczących na co wydaje pieniądze, co oczywiście nie oznacza, że robi to bez jakiejkolwiek kontroli. Wręcz przeciwnie. Przekonać się o tym możemy po historii rachunków w raporcie dotyczącym bilansu spółki giełdowej, który jest już złożony w Sądzie Rejestrowym, a który zostanie wkrótce opublikowany. Wówczas wszystko będzie widoczne jak na dłoni, dokładnie prześwietlone zostaną wydane pieniądze (także ewentualne pożyczki) między innymi pochodzące z transferów wspomnianych zawodników. Na bieżąco działania zarządu, o czym nie wolno zapominać, kontroluje Rada Nadzorcza.
Czy akcjonariusz notorycznie krytykujący działalność Rady Nadzorczej, przedstawicieli spółki - w tym zarządu, przedstawia w mediach w negatywnym świetle wszystkie dokonania klubu, krytykuje nawet piłkarzy i trenera, którzy zajęli trzecie miejsce w lidze (!), słowem potępia wszystko w czambuł, może to czynić bez jakichkolwiek konsekwencji?
- Jeżeli akcjonariusz zachowuje się w sposób, który skutkować może obniżeniem wiarygodności spółki, może prowadzić do powstawania konfliktów wewnątrz spółki, jego wypowiedzi mają wpływ na negatywny wizerunek spółki w mediach, słowem działa na szkodę spółki, to ponosi on wobec spółki odpowiedzialność. A tak na marginesie tej kwestii - jaki sponsor będzie chciał wejść do klubu, którego akcjonariusze obrzucają się błotem? Czy te waśnie mogą zachęcić sponsorów do zainwestowania pieniędzy w taki klub? Pamiętajmy, że racją sponsora przemawiającą za zainwestowaniem w klub jest wykorzystanie wizerunku klubu i wyłącznie pozytywnych z nim skojarzeń, w celu wspierania sprzedaży oferowanych przez niego produktów czy usług.
Dlaczego zarząd nie chce zwołać Walnego Zebrania, do czego dąży pełnomocnik jednego z głównych udziałowców, firmy Varexpol, Mariusz Klimek oraz kilku mniejszościowych udziałowców?
- Zarząd stara się doprowadzić wszelkimi środkami do ustabilizowania spółki w sytuacji, gdy realna jest wizja transakcji między akcjonariuszami. Takie rozmowy o sprzedaży akcji trwają już dość długo, więc żeby transakcja się powiodła, to spółka musi być stabilna. Stąd bierze się zapewne odwlekanie przez zarząd ogłoszenia Walnego Zebrania, determinacja w dążeniu do kompromisu między akcjonariuszami. Jeszcze trochę trzeba wytrzymać, bo dla rozwoju spółki pożądane są sukcesy, a nie porażki, potknięcia, a także ustabilizowane relacje między akcjonariuszami.
Jeśli jednak nie dojdzie do kompromisu, wręcz nie będzie woli porozumienia między akcjonariuszami, to...?
- To prędzej, czy później spółka się rozpadnie. Gdy nie ma jedności w akcjonariacie, to nie ma też atmosfery w klubie i będzie to promieniowało na zespół, na ludzi pracujących w spółce, a także na relacje ze sponsorami - o ile oczywiście klub w związku z zaistniałą sytuacją będzie takowych posiadał.
Podczas meczów Ruchu zawsze najwięcej dostaje się prezes Katarzynie Sobstyl...
- Nie chcę być apologetą pani prezes, ale mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że ta kobieta naprawdę dała sobie radę. Bo proszę zobaczyć w jakim miejscu jest teraz spółka, a w jakim była, gdy Mariusz Klimek posadził ją na funkcji prezesa zarządu Ruchu. To przecież za kadencji tych ludzi pracujących obecnie w spółce Ruch Chorzów SA spłacono ogromne pięciomilionowe zadłużenie będące spuścizną po Stowarzyszeniu. W jakim miejscu byłby dziś Ruch, gdyby nie tamte milionowe długi? Więc może pani prezes za mało się chwali? A warto też uzmysłowić sobie, że Ruch jest dziś klubem stabilnym finansowo, nie mającym zadłużenia. Klub stanął na nogi, posiada pieniądze na zaspokojenie swej bieżącej działalności. Inny jest też na Cichej komfort do rozmów z piłkarzami, którzy chcą przyjść do Ruchu. Oni widzą stabilny i wypłacalną firmę, jaką jest obecnie Ruch. To rodzi pozytywne skojarzenia, to wszystko może stanowić świetną platformę dla budowania pozytywnego wizerunku i lepszej przyszłości Ruchu. |