Ten niespełna 27-letni defensor bardzo pechowo rozpoczął swoją przygodę z Ruchem Chorzów. Już na samym początku doznał urazu, który na kilka dni wykluczył go z treningów.
Łukasz Derbich zapewnia jednak, że nie jest przesądny i już pali się do rywalizacji o miejsce w składzie z Grzegorzem Bronowickim. - Już niedługo wracam do zdrowia. Na treningach każdy z nas będzie się starał udowodnić trenerowi, kto jest w lepszej dyspozycji - mówi "Derbi", który opowiada nam, dlaczego źle wspomina ostatnie tygodnie w Cracovii.
Jakie wrażenia po pierwszych dwóch tygodniach w Chorzowie?
Łukasz Derbich: - Najbardziej żałuję, że szybko złapałem tutaj kontuzję i nie mogłem trenować z całym zespołem, tylko musiałem troszkę odpuścić. Na szczęście jest już coraz lepiej i myślę, że od następnego tygodnia wejdę z drużyną w mikrocykl treningowy przed meczem i będę do dyspozycji trenera.
Jaki to uraz?
- Lekkie naderwanie ścięgna. Na szczęście zaledwie dwa milimetry, więc nie najgorzej to wygląda. Gdyby nie ta kontuzja to być może mógłbym pomóc drużynie już w derbach z Górnikiem. Szkoda, że już na samym początku miałem pecha...
Ale nie jesteś przesądny?
- Nie, nie (śmiech). Nie ważne jak się zaczyna. Ważne jak się kończy.
Miałeś okazję oglądać derby?
- Oczywiście, oglądałem w telewizji. Kibicowałem kolegom i mocno się denerwowałem. Zdecydowanie wolę te emocje przeżywać na boisku.
Jak ocenisz początek sezonu w wykonaniu twojej nowej drużyny?
- Trudno to rozpatrywać, bo Ruch grał w pucharach i musiał się przygotowywać inaczej niż zawsze. Początek był niezły, ale niepotrzebnie odnieśliśmy porażki w dwóch ostatnich meczach. Humory się troszkę popsuły, jednak mamy teraz trochę przerwy, by dobrze przygotować się do następnego spotkania. Nie będzie łatwo, bo zagramy z Legią, ale jesteśmy dobrej myśli. Już w meczu z Wisłą było widać, że trener dobrze przygotował drużynę do sezonu.
Każdy z nowych zawodników przychodząc do Ruchu podkreśla, że w klubie i szatni panuje specyficzna atmosfera. Rzeczywiście tak jest?
- Klimat jest bardzo pozytywny. Jestem tutaj nowy i każdy stara mi się pomagać, służyć radą, np. gdzie można iść po sprzęt albo co robić, żeby nie płacić jakichś drobnych kar. Na początku usłyszałem, że idziemy "na wiatę" (śmiech) i kompletnie nie wiedziałem o co chodzi (zajęcia w siłowni - red.). Ariel Jakubowski szybko mi wszystko wytłumaczył, a na pierwszych zajęciach ćwiczyłem wspólnie z Piotrkiem Stawarczykiem i Łukaszem Janoszką.
Lewa obrona to twoja koronna pozycja?
- Większość spotkań rozegrałem właśnie tam, ale zdarzyło mi się też występować na lewej pomocy. To właściwie bez różnicy, bo przede wszystkim chcę grać, ale optymalna jest dla mnie lewa obrona. Dodam, że lubię podłączać się pod akcje ofensywne.
O miejsce w składzie będziesz więc rywalizował głównie z Grzegorzem Bronowickim.
- Sportowa rywalizacja każdemu wychodzi na zdrowie, bo wtedy podnosimy swoje umiejętności. Ja na początku złapałem kontuzję, ale już niedługo wracam do zdrowia. Na treningach każdy z nas będzie się starał udowodnić trenerowi, kto jest w lepszej dyspozycji.
Z jakiego powodu znalazłeś się na liście transferowej Cracovii? Czy to było efektem zmiany trenera?
- To była dziwna sytuacja, bo tak naprawdę nikt mi nie powiedział, że znalazłem się na liście transferowej. Dowiedziałem się o tym z Internetu, dlatego to było troszeczkę niepoważne. Rozmawiałem z trenerem o tym, dlaczego mnie nie wystawia i usłyszałem dziwne argumenty. Nie chcę się jednak w to wgłębiać. Cieszę się, że trafiłem do Ruchu, gdzie mogę się rozwijać. Chcę dać argumenty działaczom i trenerom, żeby starali się pozyskać mnie z Cracovii.
Wnioskuję, że niespecjalnie miło wspominasz Cracovię?
- Było wiele wspaniałych chwil, ale te ostatnie tygodnie nie były zbyt sympatyczne. Odsunięto mnie od pierwszej drużyny i musiałem trenować z Młodą Ekstraklasą. Przez dwa lata straciłem dużo zdrowia dla tego klubu i na końcu zostałem niefajnie potraktowany. Cóż, takie jest życie.
Ruch jako jedyny zainteresował się tobą?
- Były jeszcze inne opcje, ale klub chciał za mnie takich pieniędzy, że nikt nie chciał o takiej kwocie rozmawiać. Cieszę się, że Ruchowi udało się mnie wypożyczyć.
W swojej karierze zagrałeś kilka razy przeciwko "Niebieskim". Jak wspominasz te konfrontacje?
- Pamiętam trzy takie mecze. Jeden remis w Krakowie na Kałuży oraz dwie porażki: 0:2 w Chorzowie i 1:4 na stadionie Hutnika. To niestety mówi samo za siebie. Szczególnie ostatnia przegrana była bardzo dotkliwa i nieprzyjemna. Ze spotkania na Ruchu pamiętam natomiast, że stadion był prawie zapełniony, dlatego bardzo chciałbym znaleźć się chociaż w osiemnastce na Legię, by przypomnieć sobie atmosferę Cichej.
Rozmawiał: Neo (Niebiescy.pl)