Na urodziny sprawił prezent sobie oraz kibicom. Z myślą o grze w ekstraklasie przedłużył swój kontrakt z Ruchem na dwa lata. Teraz już ze stoickim spokojem przygotowuje się do rundy wiosennej i powoli odmierza czas, który pozostał do wznowienia rozgrywek. Kto wie, czy dla
Przemysława Łudzińskiego nie będzie to przełomowy sezon w karierze?
Popularny "Przemo" w ubiegłej rundzie imponował skutecznością. Będąc na boisku, strzelał bramki średnio co 57 minut. Licząc rozgrywki ligowe oraz Puchar Polski zdobył ich w sumie 9! - Chciałbym ten dorobek poprawić. Każdy chce iść do przodu, a nie zatrzymywać się w miejscu - podkreśla piłkarz.
Zanim jednak Łudziński zdecydował, że to właśnie futbol będzie jego pasją i sposobem na życie, musiało upłynąć sporo czasu. - Na początku traktowałem piłkę wyłącznie jako zabawę. Nie przykładałem do tego wielkiej wagi. Dopiero później ojciec zaproponował mi, abym spróbował sił w drużynie juniorów. I tak to się zaczęło - opowiada 24-latek. Co ciekawe, ogromny wpływ na jego zainteresowania miały ... rozgrywki Ligi Mistrzów. - Całą rodziną siadaliśmy przed telewizorem i wspólnie oglądaliśmy najlepszych piłkarzy w akcji. To było święto w domu! - wspomina Przemek, wychowanek Rossy Rosnowo.
Kiedy kończył 8. klasę szkoły podstawowej, został zauważony przez trenerów Amiki Wronki. Nad przenosinami długo się nie zastanawiał. - Widziałem, że to może być moja szansa - opowiada. Wkrótce otrzymał powołanie do młodzieżowej reprezentacji Polski, co tylko przyspieszyło decyzję działaczy "kuchennych" o tym, aby zaproponować mu 5-letni kontrakt.
W pierwszym zespole Amiki zadebiutował pod koniec sierpnia 2002 roku. Drużyna z Wronek grała wtedy w pucharze UEFA z walijskim Llansantffraid FC. Łudziński wszedł na boisko w 77. minucie gry (przy stanie 5:2) i zdobył jedną z bramek. - Miałem tremę, ale tylko przy wejściu na boisko. Potem już robiłem, co do mnie należy - śmieje się Przemek.
Niestety, ogromna rywalizacja w drużynie spowodowała, że Łudziński rozegrał w ekstraklasie wtedy tylko jedno spotkanie. Na kolejne występy w pierwszej drużynie musiał poczekać prawie dwa lata.
Powrót do składu wydawał się wymarzony. Przy bezbramkowym remisie z Polonią Warszawa, Łudziński pojawił się na placu gry w samej końcówce meczu i przesądził o wygranej Amiki! - Wszedłem na boisko, aby coś wnieść do gry. Nie sądziłem, że uda się strzelić zwycięską bramkę. Byłem wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, a razem ze mną moi rodzice, którzy dopingowali mnie z trybun – wspomina zawodnik.
Mimo wszystko, Łudzińskiemu znowu nie udało się przebić do szerokiej kadry zespołu. Po kolejnej, tym razem półrocznej grze w drużynie rezerw, otrzymał w końcu od działaczy wolną rękę w poszukiwaniu klubu. I tak droga powiodła go aż do Chorzowa.
W Ruchu, jak się później okazało, szybko odnalazł swoje miejsce. Trener Fornalak, a później trener Wleciałowski chętnie wystawiali go do składu. "Przemo" sezon 2005/2006 zakończył z dorobkiem 22 spotkań. I jedyne, czego brakowało, to większej ilości bramek. Ale te, na szczęście przyszły już w kolejnym sezonie. Nic więc dziwnego, że wartość 24-letniego zawodnika poszła znacznie do góry. Mówiło się, że jego usługami był zainteresowane takie firmy, jak Legia Warszawa czy Wisła Kraków. - Żaden prezes czy też działacz innego klubu ze mną się nie kontaktował. Są to tylko spekulacje prasowe - zaprzecza piłkarz. Do roboty wzięli się za to włodarze Ruchu, którzy chcąc zatrzymać w swoich szeregach utalentowanego gracza na kolejny sezon, musieli zaproponować mu przedłużenie kontraktu.
Piłkarz, jak i działacze klubu doszli do porozumienia po kilku tygodniach. Nowa umowa została parafowana na dwa lata. - Trochę to trwało, zanim złożyłem podpis. Było to jednak spowodowane tym, że wcześniej mieliśmy wolne, a potem wyjechaliśmy na obóz. Dopiero po zgrupowaniu spokojnie usiedliśmy do stołu i stopniowo ustalaliśmy szczegóły - wyjaśnia Przemek.
Napastnik "Niebieskich" nie ukrywa, że zabolały go słowa kibiców, którzy oskarżali go o to - że zwlekając z podpisem kontraktu - "olewa Ruch". - Jest mi strasznie przykro, że niektórzy kibice tak pomyśleli. Ruch jest taką marką, której się nie odmawia. Dzięki temu klubowi w jakiś sposób zaistniało przecież moje nazwisko - mówi Łudziński.
Pytany o awans Ruchu do ekstraklasy, nie chciał się jednak wypowiadać. - Bo tak naprawdę, to boję się tego, co tu się będzie działo. Widać, że w Chorzowie jest ogromny głód piłki! Potwierdziła to również moja żona, która była kilka razy na meczu - mówi napastnik z "13" na koszulce, ojciec 6-miesięcznej córki.
W dniu urodzin Przemek Łudziński życzył sobie dużo zdrowia. - Jeżeli będzie zdrowie, to będą i chęci do gry. A dzięki temu, mam nadzieję, że również bramki - podkreśla z uśmiechem. W imieniu redakcji, przyłączmy się do życzeń, i już tradycyjnie "dorzucamy" do tego: awans do ekstraklasy i zdobycie Pucharu Polski. Wszystkiego najlepszego!