Ruch Chorzów dzięki świetnej grze w poprzednim sezonie zapewnił sobie prawo do występów w eliminacjach do Ligi Europy. "Niebiescy" rozegrali w nich sześć spotkań i, choć wielu w to wątpiło, zdołali na nich zarobić. Działacze klubu z ul. Cichej zaprosili dziś dziennikarzy do chorzowskiego parku, by porozmawiać o występach w europejskich pucharach.
Dariusz Smagorowicz w trakcie spotkania opowiadał m.in. o aktualnej sytuacji finansowej klubu. Przewodniczący Rady Nadzorczej wyjaśnił też, dlaczego Ruchowi tak bardzo potrzebny jest nowy stadion...
O starcie w Lidze Europy
Dariusz Smagorowicz: - Jestem dumny i szczęśliwy, że Ruch Chorzów po 10 latach przerwy wystąpił w europejskich pucharach. Wiele mediów i osób przedstawiało to jako dopust boży i nieszczęście. Chcę podkreślić, że start Ruchu w Lidze Europy to był wielki sukces finansowy, sportowy i marketingowy. Nasi zawodnicy wywalczyli sobie to w przekroju wszystkich 30 kolejek poprzedniego sezonu, w którym przez cały czas utrzymywali się w czołówce. W pucharach nie znaleźliśmy się przypadkiem.
Jeśli chodzi o wydatki, najbardziej kosztowny był czarter do Karagandy, bo pochłonął on prawie całą kwotę, jaką otrzymamy z UEFA za I rundę eliminacyjną Ligi Europy. Koszt czarteru na Maltę był już niewspółmiernie niski - około 40 tysięcy euro. Trzecia runda to wydatki na poziomie 12 tysięcy euro. Z każdą rundą wpływy z UEFA coraz bardziej pozytywnie działały na nasz budżet. Do tego dochodzą wpływy od naszych sponsorów. Szczególne podziękowania dla firmy Tauron, która jest z nami w rozgrywkach ligowych, ale wspierała nas też w Lidze Europejskiej. Dziękujemy też naszym kibicom, którzy sprawili, że wszystkie mecze, które rozegraliśmy, były dla klubu dochodowe. Biorąc pod uwagę te trzy aspekty, start w Lidze Europy przyniósł Ruchowi kilkaset tysięcy złotych zysku.
O sytuacji finansowej klubu
Pieniądze, które otrzymamy wkrótce za grę w europejskich pucharach, które dostaniemy z Canalu Plus i te, które wpłyną z transferu Artura Sobiecha, pozwalają bardzo optymistycznie patrzeć w przyszłość. Mogę powiedzieć, że wszelkie problemy, które miały miejsce w ostatnich miesiącach i kwartałach właśnie się zakończyły. Przypomnę, że nie były one spowodowane bieżącą działalnością klubu. Niestety, odziedziczyliśmy pewne zadłużenie po stowarzyszeniu. W odpowiednim momencie musieliśmy je spłacić i powstała pewna dziura finansowa. Według nas ten problem zniknął.
Sprawa ZUS-u ciągle jest, ale my jesteśmy przekonani, że spór zostanie rozstrzygnięty na korzyść naszej spółki i raczej nie przyjmujemy innego rozwiązania. Będziemy się nad tym zastanawiać, jeśli rzeczywiście będziemy mieć do czynienia z jakimś niekorzystnym werdyktem. Nic nie wskazuje jednak na to, że taki zapadnie.
O kibicach Ruchu w Wiedniu
Po raz pierwszy w swoim życiu byłem szczęśliwy po porażce mojego zespołu. To stało się w Wiedniu i zawdzięczam to postawie drużyny, ale przede wszystkim kibiców. Po meczu podeszło do mnie wielu Austriaków, którzy gratulowali mi wspaniałej podstawy do budowy klubu. Usłyszałem wręcz, że kibiców mamy już na Ligę Mistrzów. To był kipiący wulkan energii, pozytywnych emocji i niesamowitego dopingu, który wzmagał się nawet wtedy, gdy przegrywaliśmy. Ludzie reprezentujący wysoki poziom biznesowy w drugiej połowie z uśmiechami na twarzy na stojąco oklaskiwali naszych kibiców.
Organizatorzy meczu i władze Austrii Wiedeń mieli bardzo wiele obaw. Z pewnym niedowierzaniem przyjęli informację, że kibiców Ruchu będzie ponad 500. Później okazało się, że ta liczba znacznie przekroczyła 1500 i wiedeńczycy wpadli w małą panikę. Mieli złe wspomnienia z wizyty kibiców Legii Warszawa. Wtedy ich zlekceważono i nie zapewniono odpowiedniej obstawy. Na meczu z nami zachowano bardzo dobre środki bezpieczeństwa, ale w naszym przypadku to nie było potrzebne. Fani "Niebieskich" zachowali się wzorowo i stworzyli niesamowitą atmosferę.
Wielkie słowa uznania dla naszych kibiców, ale pamiętajmy, że nie byłoby ich tam, gdyby nie nasza drużyna. Fani Ruchu godnie zaprezentowali nas, śląską piłkę nożną i Polskę w europejskich pucharach. Zmienili sposób postrzegania polskich kibiców przynajmniej w Austrii.
O nowym stadionie dla Ruchu
Jestem ciekaw, jaka jest wartość półgodzinnej reklamy w pierwszym programie państwowej telewizji austriackiej, w najlepszym paśmie reklamowym. Ruch miał takie transmisje. To wielka wartość promocyjna. Drużyna wspólnie z kibicami stworzyła widowisko, które może być bardzo silną marką Ruchu Chorzów. To powinien być impuls do inwestowania w piłkę nożną przez władze naszego regionu, naszego miasta. Wydaje mi się, że nie potrzeba więcej argumentów do budowania nowej areny dla Ruchu.
Nie oszukujmy się. Bez nowego stadionu Ruchu Chorzów nie będzie w Ekstraklasie. Wytrzymamy rok, dwa, trzy, ale potem nie spełnimy chociażby wymogów licencyjnych. Przez ten czas wszystkie kluby będą nam też uciekać. Nowe obiekty powstają w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Gdańsku, Poznaniu i w innych miastach. Bez nowych stadionów na śląsku nie będzie nic.
źródło: Niebiescy.pl