Pesymiści wieścili, że Ruch, grając w Lidze Europejskiej, będzie musiał dokładać do interesu. Tymczasem "Niebiescy", chociaż odpadli w III rundzie eliminacji tych rozgrywek, zarobili ok. 700 tys. złotych. Udało im się wyjść do przodu mimo kosztownej eskapady do Kazachstanu, za którą trzeba było zapłacić ponad 90 tysięcy euro. - Nasze zyski wynikały m.in. z tytułu praw do transmisji telewizyjnych, sprzedaży biletów, premii z UEFA, czyli 90 tys. euro za każdą rundę - wylicza rzecznik Ruchu, Mariusz Gudebski.
Wprawdzie rywale z Kazachstanu i Malty nie byli na tyle atrakcyjni, aby telewizje biły się o pokazanie tych spotkań, ale stadion "Niebieskich" wypełniał się prawie po brzegi. Na dodatek stacja ORF wypłaciła 40 tys. euro za transmisję meczu z Austrią Wiedeń. Ruch zarobił też na premiach od sponsorów.
Ruch Chorzów bardzo wiele zyskał dzięki swoim kibicom. Fani "Niebieskich" stawili się w Wiedniu w 1500 osób i swoją postawą sprawili, że Austriacy zapamiętają ich na bardzo, bardzo długo. - To było niesamowite, nasi kibice dosłownie porwali za sobą stadion! Główna trybuna przez całą drugą połowę biła im brawo! Ja nie widziałem takiego meczu w wykonaniu kibiców. Mimo niekorzystnego rezultatu byłem szczęśliwy i uśmiechnięty, bo to było fantastyczne widowisko. Nasi austriaccy koledzy powiedzieli nam nawet, że nasi fani są na Ligę Mistrzów! Wiedeńczycy byli zachwyceni, ale i przerażeni tą ilością kibiców. Mają bowiem niemiłe doświadczenia sprzed trzech lat, kiedy do Wiednia przyjechała Legia Warszawa. Nas jednak zapamiętają jak najbardziej pozytywnie - powiedział nam tuż po spotkaniu w Wiedniu przewodniczący Rady Nadzorczej Ruchu Chorzów, Dariusz Smagorowicz.
źródło: Niebiescy.pl / POLSKA Dziennik Zachodni