Do drużyny Ruchu dołączył już w trakcie trwania obozu w Wiśle.
Ariel Jakubowski nie pojawił się na nim od początku, bo chciał załatwić wszystkie formalności w swoim poprzednim klubie. Teraz, gdy jest wolnym zawodnikiem zależy mu już tylko angażu w Ruchu. - Mój menedżer rozmawiał już z działaczami. Ostatnie słowo będzie należało jednak do trenerów, którzy po dzisiejszym treningu mają podjąć pierwsze decyzje. Mam nadzieję, że udało mi się ich do siebie przekonać - mówi "Ari".
- Jak Pan ocenia spotkanie z Widzewem?
Ariel Jakubowski: - Były naprawdę ciężkie warunki. Widzew lepiej od nas dostosował się do tej aury i z odrobiną szczęścia wygrał. Szkoda tylko, że nie udało nam się strzelić bramki w drugiej połowie.
- Spodziewał się Pan, że przy takiej pogodzie, dopingować was będzie aż dwa tysiące kibiców?
- Tylu ich przyszło i tak nas dopingowali, że czułem się jak na lidze. Mogłem się jednak tego spodziewać, bo nie pierwszy raz grałem w Chorzowie. Doskonale wiem, że Ruch ma bardzo oddanych kibiców. "Niebiescy" zawsze byli groźną drużyną u siebie i myślę, że taką pozostaną.
- Z pojedynków z Ruchem wychodził Pan zwycięsko?
- Różnie z tym było. Na Cichej gościłem wiele razy i padły właściwie wszystkie możliwe wyniki.
- Na obozie w Wiśle pojawił się Pan już w trakcie jego trwania. Co stanęło na przeszkodzie, że nie pojechał Pan w Beskidy razem z drużyną?
- Musiałem załatwić wszystkie formalności z Jagiellonią. Chciałem mieć wszystko dogadane i po przyjeździe skupić się na treningach. Nie ukrywam, że po pobycie w Białymstoku muszę się odbudować fizycznie i psychicznie. Mam nadzieję, że koledzy z drużyny i kibice mi w tym pomogą. Ja zrobię wszystko żeby się odwdzięczyć.
- Jak przyjęli Pana koledzy z zespołu?
- Atmosfera w drużynie jest bardzo dobra. Dawno się z taką nie spotkałem. Na obóz do Wisły dojechałem później, a do pokoju przyjęli mnie Wojtek Grzyb, Tomek Sokołowski i Grażvydas Mikulenas. Wcześniej z piłkarskich boisk znałem się z "Bonczkiem", "Mikim", "Osą" i "Gęgolem".
- Jak się trenuje Panu z nowym zespołem?
- Wszyscy trenerzy mają swój warsztat. Szybko się dostosowałem do stylu pracy trenera Wleciałowskiego. Każdy trening może być ciężki, ale wszystko zależy od tego jak zawodnik się przykłada.
- Otrzymał Pan oferty z innych klubów?
- Nawet, jeśli były to jest to dla mnie nieważne. Jestem w Ruchu i chcę tutaj grać. Chorzowianie wyciągnęli do mnie pomocną dłoń, bo wiadomo, w jakim jestem stanie po grze w Jagiellonii.