Na świat przyszedł w Katowicach, lecz od najmłodszych lat mieszkał w Zabrzu. Jego ojciec był kibicem miejscowej drużyny i to właśnie on zaszczepił w nim miłość do futbolu.
Grzegorz Bonk oglądając mecze Górnika postanowił, że zostanie piłkarzem tego klubu i udało mu się. Stało się to na turnieju dzikich drużyn. Wypatrzył go wtedy trener Karol Dominik i zaprosił go na pierwszy w jego życiu trening. Młody piłkarz miał wówczas 9 lat.
Na początku Bonk grał na pozycji napastnika. Następnie został przesunięty do obrony, aż w końcu trafił do linii pomocy, gdzie czuł się najlepiej. Będąc w trampkarzach podawał piłki na meczach Górnika Zabrze, w którym grali wtedy tacy piłkarze jak: Ryszard Cyroń, Ryszard Komornicki, Jan Urban czy Robert Warzycha. - Moim idolem był Jasiu Urban. Jest to naprawdę świetny człowiek. Miałem nawet okazję zagrać z nim w jednym zespole, gdy wrócił na pół roku z Hiszpanii - wspomina z uśmiechem "Bonczek".
Bonk debiut ligowy zaliczył już w wieku 17 lat! Było to w meczu z Sokołem Pniewy, a trenerem zabrzan była wówczas osoba znana z dawania szansy juniorom - Edward Lorens. Młody zawodnik musiał na to bardzo ciężko pracować, jednak jak sam mówi - było warto. Grzegorz zbierał wzory z takich piłkarzy jak: Jerzy Brzęczek, Piotr Jego, Aleksander Kłak, Tomasz Wałdoch czy Tomasz Hajto. W drużynie Górnika byli również jego utalentowani rówieśnicy: Marek Szemoński, Mariusz Nosal i Rafał Jarosz.
Po pewnym czasie w Zabrzu nastąpiła zmiana na stanowisku trenera - Edwarda Lorensa zastąpił Jan Żurek. Wówczas miały miejsce dwa bardzo ważne wydarzenia w życiu Grzegorza. Pierwszym, tym poza sportowym, był ślub. Drugim natomiast transfer do Radzionkowa, do którego trafił wraz z dwoma swoimi kolegami - Dariuszem Kosełą i Dariuszem Klyttą. Bonk ze swoją nową drużyną w debiutanckim sezonie w pierwszej lidze zajął świetne szóste miejsce! - Mieliśmy wtedy ekipę ludzi niechcianych i każdy chciał się pokazać. Graliśmy naprawdę niezłą piłkę, a w dodatku wszyscy nas zlekceważyli, więc mieliśmy ułatwione zadanie - opowiada piłkarz, który zdobył wtedy w lidze cztery gole dla swojego zespołu.
Po udanym sezonie w Ruchu Radzionków, Bonkiem ponownie zainteresował się zabrzański Górnik. O jego powrót walczyły szczególnie dwie osoby - Stanisław Płoskoń i Jan Żurek. - Chciałem zostać, ale skończyło mi się wypożyczenie i nie miałem nic do powiedzenia. Musiałem wrócić do Zabrza - mówi. W tym samym sezonie dzięki dobrej grze Bonk otrzymał powołanie do reprezentacji młodzieżowej, w której grali między innymi Marcin Baszczyński, Kamil Kosowski, Arkadiusz Głowacki, Marcin Kuźba, Artur Wichniarek czy Andrzej Bledzewski.
Kolejnym klubem w karierze Grzegorza Bonka była Wisła Płock. Pobyt na Mazowszu nie był jednak udany, bowiem nowy trener - Mirosław Jabłoński - sprowadził do drużyny Litwinów, którzy "wypełniali" jego zespół. Wkrótce pojawiła się jednak oferta z Widzewa Łódź. "Bonczek" nie miał innego wyjścia i skorzystał z tej propozycji. Niestety, jak na złość wpadł z przysłowiowego "deszczu pod rynnę", ponieważ w klubie z miasta włókniarzy "musieli występować" tym razem Brazylijczycy. Pół roku później Bonk ponownie znalazł się w Radzionkowie. Wówczas Ruch był w trzeciej lidze i miał aspiracje na awans, ale ... brakowało pieniędzy.
Półtora roku gry w "Cidrach" pozwoliło Bonkowi wrócić do stabilnej formy i znowu stać się wartościowym zawodnikiem. W przerwie letniej przed sezonem 2005/2006 Grzegorz Bonk otrzymał bardzo wiele ofert. Zgłosiły się po niego Lechia Gdańsk, Polonia Bytom i Arka Gdynia, ale najbardziej konkretną ofertę złożył chorzowski Ruch. "Bonczek" błyskawicznie zdecydował się na przeprowadzkę do Chorzowa i od razu trafił do pierwszej jedenastki, w której pozostaje do teraz.
Czego życzył sobie Grzegorz Bonk z okazji urodzin? - Przede wszystkim zdrowia, bo to jest najważniejsze oraz oczywiście awansu z Ruchem do ekstraklasy.
Nam nie pozostaje nic innego, jak przyłączyć się do życzeń. Wszystkiego najlepszego!