Malta przez ponad tydzień opanowana była przez niebieskich i czerwonych fanatyków. Wszyscy kibice wrócili z tej śródziemnomorskiej wyspy z niesamowitymi wrażeniami, a dla zdecydowanej większości był to najlepszy jak to tej pory wyjazd w życiu.
Po wyeliminowaniu kazachskiego Szachtiora Karaganda kolejnym przeciwnikiem "Niebieskich" w eliminacjach do Ligi Europy jest Valletta FC. Losowanie wskazało, że pierwszy mecz miał się odbyć na Malcie. Choć wyjazdowe spotkanie zaplanowano na czwartek, pierwsi fani Ruchu na miejsce zaczęli docierać już w... niedzielę! Większość postanowiła wybrać się na Maltę na tydzień. Każdy na własną rękę, bo ostatecznie zrezygnowaliśmy z wyjazdu w zorganizowanej grupie. W większej ilości osób - ponad 30 - spotkaliśmy się dzień przed meczem na treningu piłkarzy Ruchu.
Na stadion w Ta'Qali przyjechaliśmy o 16:30, pół godziny przed rozpoczęciem treningu. Chcieliśmy od razu udać się na trybuny i tam poczekać na piłkarzy, ale gospodarz obiektu na nasz widok założył kłódkę na kraty przy wejściu. Nawet kiedy trenerzy i dyrektor Ruchu zgodzili się, byśmy obejrzeli trening, miejscowi za żadne skarby świata nie chcieli na to przystać. Zaproponowali, że specjalnie zadzwonią po ochronę! Przedstawiciele naszego klubu zapewnili jednak, że biorą za nas pełną odpowiedzialność i dopiero wtedy po długich negocjacjach udało nam się wejść na trybunę.
Płot upiększyliśmy czterema flagami: PF, Ruda Śląska (obydwie wyjazdowe), Fan Club Ireland i mała Mikołów. Na koniec zaśpiewaliśmy kilka piosenek, pozdrowiliśmy obecny z nami Widzew i ruszyliśmy w miasto. Dziewczyny na Malcie sprawiały wrażenie, jakby odbywał się tam zjazd modelek z całego świata. Dlatego też wielu zapragnęło się z nimi zapoznać ;-) Zabawa trwała bez przerwy, ale w końcu trzeba było udać się z powrotem do Ta'Qali, na mecz Ruchu z Valletta FC.
Tym razem szybko weszliśmy na stadion. Po kupieniu biletów w cenie 10 euro zajęliśmy miejsca z prawej strony trybuny. Upał był jeszcze większy niż 24 godziny wcześniej na treningu. Od początku ruszyliśmy z dopingiem, który był dobrze słyszalny. Zagłuszała go jedynie czasami miejscowa orkiestra złożona z kibiców? Trudno to do końca ocenić, w każdym razie mieli na wyposażeniu bęben, trąbkę i talerze. Krzyknęli coś tylko raz, kiedy piłkarze Valletta FC strzelili bramkę. Wywiesili też kilka bannerów z napisami: "White Warriors", "Valletta Supporters Club", "Forza Valletta City".
Na Malcie pojawiło się ostatecznie nieco ponad
150 kibiców Ruchu Chorzów, których wsparło 15 fanów Widzewa Łódź - dzięki! Wszyscy wspólnie utworzyli "ciuchcię" i dopingowali "Niebieskich". Płot został nieźle oflagowany. Oprócz fan, które pojawiły się treningu, zawisły: "1910" (Widzewa), "Radlin" i dwie "Piotrowice" (jedna stara, a druga nowa wyjazdowa). Po meczu miejscem zabawy większości kibiców Ruchu i Widzewa była Paceville - maltańska stolica rozrywki i życia nocnego.
Impreza w jednym z tamtejszych klubów spełniła oczekiwania nawet najbardziej wybrednych osób. Nie było wątpliwości, kto tej nocy opanował główną dyskotekę w Paceville. Kiedy DJ zapytał, czy w klubie są ludzie z Polski, rozległo się głośne "Ruch Ruch HKS". Chwilę później komuś udało się przejąć mikrofon DJ'a i krzyknąć "Ruch i Widzew wieczna sztama..." ;-) Ta noc była bardzo długa...
Dla większości kibiców Ruchu pobyt na Malcie dopiero się zaczynał, bo sporo osób wybrało się na tę śródziemnomorską wyspę na tydzień. Niebieskie barwy były widoczne w różnych częściach Malty aż do środy, a w niektórych przypadkach będą do czwartku, czyli do jutra. Niektórzy zaplanowali bowiem, że wrócą do Polski prosto na rewanżowy mecz! Miejmy nadzieję, że jeszcze kiedyś będziemy okazje wybrać się w tak ciekawe miejsce na mecz w europejskich pucharach. Kto wie, może już w następnej rundzie? ;-)
Serdecznie zapraszamy do obejrzenia galerii, która być może choć trochę zobrazuje, co stracili ci, którzy nie wybrali się na Maltę.
Kibice Ruchu na Malcie (47 zdjęć, autor: Neo)
źródło: Niebiescy.pl